Zakończyć rundę z 26 punktami

November 3rd, 2001

- Górnik przystąpił do meczu z nami zdeterminowany, walcząc tak jakby od tego pojedynku, wiele zależało - mówi szkoleniowiec sądeczan, Ireneusz Adamus. - Trudno ganić za to naszych rywali.

Staraliśmy się im przeciwstawić walkę i z tego punktu mecz był interesujący. Z tym, że Górnik był lepszy. Potrafił wypracować sobie więcej sytuacji strzeleckich. Mieliśmy znakomitą pozycję w wykonaniu Wojtasa, ale jej nie potrafił wykorzystać.

Gdyby tak się stało pewnie wygralibyśmy ten pojedynek. Straciliśmy bardzo pechowo bramkę. Gorzej spisywaliśmy się w akcjach ofensywnych, przy przechodzeniu z linii obrony do ataku.

Zagraliśmy też bez dwóch zawodników z podstawowego składu: Mikołajczyka pauzującego za kartki i kontuzjowanego Krupy. Na ławce rezerwowych miałem tylko młodzież.
W Niedźwiedziu jest specyficzne boisko.

Zagramy z kontrataku. Stać nas na to, aby nie stracić gola, a samemu coś zdobyć. Musimy jednak poprawić grę w przechodzeniu z obrony do ataku. Jestem optymistą przed niedzielnym spotkaniem, ale martwi mnie to, że kilku piłkarzy jest poobijanych po spotkaniu z Górnikiem.

Liczę, że w pozostałych do rozegrania dwóch meczach z Niedźwiedziem i Pogonią Leżajsk zdobędziemy cztery punkty.
Początek niedzielnego spotkania z Niedźwiedziem, na boisku rywala o godzinie 12.

Autor artykułu: Dariusz GRZYB

Nie same ,blasioki” dawali

November 2nd, 2001

To już tradycja, że 1 listopada przy bramie starego cmentarza ustawiają się górale, samorządowcy, znane w Zakopanem osobistości, by zbierać dutki na odnowę starych zniszczonych nagrobków. Tegoroczna kwesta organizowana przez Towarzystwo Opieki nad Zabytkami i Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego jest już dziesiątą z kolei.

Już z daleka dało się słyszeć brzęk skarbonek. W ten sposób kwestujący zachęcali odwiedzających wczoraj stary cmentarz do hojności. Zresztą nie wypadało nawet odmówić wrzucenia choćby symbolicznej złotówki, podsuwającym szkatułki, skoro witali każdego prawie po imieniu, nazwisku, czasem tytule…

- Ludzie hojni są, jak co roku zresztą – twierdzą kwestujący przy bramie starego cmentarza na Pęksowym Brzyzku: Agata Pitoń, Henryk Krzeptowski i Jan Karpiel Bułecka. – Nikt, kto wchodzi na cmentarz, nie stara się nas minąć tak, by grosza nie wrzucić do naszych szkatułek. Bo to wiadomo po co nas tu wzięli: bo umiemy być natrętni, no i za urodę! Najwięcej do naszej szkatuły nam wpadło do tej pory 50 złotych. Ale też jeszcze z zakopiańskich notabli, co to groszem rzucić umieją, nie szedł żaden. W tamtym roku burmistrz Curuś wcale niezłą sumkę ofiarował. Mamy nadzieję, że to powtórzy (i nie tylko on!) również w tym roku.

- Ale najwięcej ludzie wrzucają ,blasioki”, tak jak w latach 70. i 80. A to przecież ani do basów się nie nadaje, a na kwestę tym bardziej! Oczywiście, żartuję sobie, bo przecież każdy grosz, nawet te ,blasioki” się przydadzą – mówi Jan Karpiel Bułecka. – Ale papierków, najczęściej po 10 złotych, też mamy sporo.

W ubiegłym roku podczas pierwszolistopadowej kwesty pod bramą cmentarza udało się zebrać około 6 tysięcy złotych. Organizatorzy mają nadzieję, że i w tym roku zebrana kwota poważnie wesprze prace konserwatorskie przy starych nagrobkach.

Wczoraj pod cmentarzem kwestowali: Maria Mateja, burmistrz Piotr Bąk, Anna i Henryk Krzeptowscy, Jan Karpiel Bułecka, Agata Pitoń, Michał Gąsienica Szostak, Zofia Majerczyk-Owczarek, Andrzej Parczewski, starosta Andrzej Gąsienica Makowski, Andrzej Król Łęgowski, senator Franciszek Bachleda-Księdzularz, Bożena i Wojciech Gąsienica Byrcynowie, Anna Liscar i Andrzej Wolak.

Autor artykułu: HAK

Cmentarz wszystkich Polaków

November 2nd, 2001

Nie ma chyba w Zakopanem górala, który by nie odwiedził w Święto Zmarłych starego cmentarza przy ulicy Kościeliskiej – Pęksowego Brzyzku. Spoczywają tu bowiem najznamienitsze rody spod Giewontu: Gąsienice, Walczaki, Pęksy, Krzeptowscy. – Ten cmentarz – mówi Jan Karpiel Bułecka – jest nie tylko nasz, góralski. To miejsce należy już do wszystkich Polaków.

Wczoraj od samego rana, na stary cmentarz na Pęksowym Brzyzku, przychodziły całe rodziny ubrane po góralsku, by zapalić świeczkę swoim przodkom, zmówić ,Wieczny odpoczynek”. Jak co roku zabytkowy Pęksowy Brzyzek odwiedzają ludzie z różnych miast Polski. Nie mają tu bliskich, ale chcą zapalić znicz na grobie Hasiora, Orkana, Przerwy-Tetmajera, czy Witkiewicza, ludzi gór: Marusarzówny, Sabały, Zaruskiego. Najwięcej jednak światełek paliło się na grobie Kornela Makuszyńskiego. Nie było wczoraj takiego dziecka, nawet wśród tych najmłodszych, które nie zatrzymałoby się przy mogile twórcy Koziołka Matołka. Niektóre zostawiały mu także swoje kolorowe rysunki…

- Dużo ludzi z Polski tu przyjeżdża, specjalnie na ten dzień – wyjaśnia Henryk Krzeptowski. – Przed chwilą rozmawialiśmy z panią ze Śląska, której nikt bliski, z rodziny tu nie spoczywa, ale wybrała się do Zakopanego z myślą, by odwiedzić Pęksowy Brzyzek. Może to sentyment?

- A może ludzie nie wiedzą, gdzie są ich groby? I wybierają to niezwykłe miejsce, jakim jest nasz stary cmentarz, bo jest to dla nich symbol… – mówi Jan Karpiel Bułecka.

Autor artykułu: HAK

Na Kasprowy piechotą

November 2nd, 2001

Od wczoraj nieczynna jest kolej linowa na Kasprowy Wierch. Polskie Koleje Linowe przeprowazają jej rutynowy przegląd techniczny.

Co rok przed sezonem zimowym Polskie Koleje Linowe przeglądają i w razie potrzeby remontują wyciągi narciarskie i koleje. Od 3 września z powodu generalnego remontu nieczynna jest kolej linowo-terenowa na Gubałówkę. Wagoniki ponownie zaczną wywozić turystów na Gubałówkę 15 grudnia. Kolej Kuźnice-Kasprowy zostanie uruchomiona 23 listopada.

Później kolejno przeglądane będą wyciągi narciarskie w kotłach Goryczkowym i Gąsienicowym, tak by od połowy grudnia mogły wywozić na szczyt narciarzy.

Od 5 do 16 listopada potrwa remont kolei Butorowy Wierch. Szczawnicka kolej na Palenicy nieczynna będzie od 5 do 17 listopada, a kolej ,Góra Parkowa” w Krynicy – od 19 do 30 listopada.

Autor artykułu: ASz

Nerazzurri w strachu!

October 31st, 2001

Wisła Kraków – Inter Mediolan 1:0 (1:0). Bramka: Żurawski 4 min. Sędziował da Silva Paraty (Portugalia). Żółte kartki: Czerwiec, Moskal, Baszczyński – Okan, Farinos, Cordoba, Di Biagio, C. Zanetti. Widzów 6,5 tys. Pierwszy mecz 2:0 wygrał Inter i awansował do trzeciej rundy Pucharu UEFA.

WISŁA: Sarnat – Baszczyński (90. M. Zając), B. Zając, Głowacki, Kaliciak – Szymkowiak, Moskal, Czerwiec (79. Pater), Żurawski – Frankowski (74. Niciński), Moskalewicz.

INTER: Fontana – J. Zanetti, Cordoba, Materazzi, Gresko – Okan (80. Simic), C. Zanetti, Farinos (65. Di Biagio), Dalmat – Kallon, Adriano (75. Ventola).

Słynni nerazzurri (czarno-niebiescy) w Krakowie przeżyli chwile strachu. Widać to było przede wszystkim po zachowaniu trenera Hectora Cupera, który nie mógł uwierzyć, że jego zespół ustępuje na boisku miejsca mistrzom Polski. Jedni powiedzą, że ta dobra gra Wisły wyniknęła ze słabości Włochów, ja raczej skłonny jestem twierdzić, iż ta słabość została niejako wymuszona przez walczących z determinacją krakowian. Oni nie dali Interowi pograć i chwała im za to, mimo iż strat z Triestu odrobić się nie udało.

Przed meczem kapitan wiślaków Moskal powiedział, że szanse na odrobienie strat będą wówczas, gdy uda się szybko gola strzelić. I Wisła tego gola strzeliła już po pierwszej akcji, akcji wręcz filmowej. Rozpoczął ją Moskalewicz, kapitalnym podaniem w tempo Frankowski uruchomił Żurawskiego, a ten w pełnym biegu strzelił nie dając szans Fontanie. Pozostało jeszcze wówczas 86 min., by tę drugą bramkę strzelić. I Wisła bardzo się starała, by szansy nie zmarnować. W całym meczu Inter stworzył jedną sytuację rzeczywiście bardzo groźną, wręcz bramkową. Ale na boisku mylą się najlepsi, pomylił się też Di Biagio, kiedy to z 4 m nie trafił głową do siatki. W przypadku Wisły tych sytuacji bramkowych było więcej, lecz szczęście tym razem wyraźnie krakowianom nie sprzyjało. Frankowski, a przede wszystkim ostrzeliwujący bramkę Fontany Szymkowiak mogą po tym meczu mieć pretensje do losu. Po uderzeniu Szymkowiaka z rzutu wolnego jego koledzy widzieli oczami wyobraźni piłkę w siatce. Uniesione w górę ręce szybko jednak opadły, gdy piłka zatrzymała się na na słupku. Nie ma co przeklinać losu, chociaż niejeden z obecnych wczoraj na stadionie zaklął wówczas siarczyście.

Jasne, że Wisła umiejętnościami technicznymi nie była w stanie Interowi dorównać. Ale agresywna gra, nie pozostawianie rywalowi miejsca na przyjęcie piłki, na kręcenie artystycznych kółek, spowodowały że mediolańczycy właściwego rytmu gry nie złapali przez całe 90 minut. Dlaczego Wisła tego nie wykorzystała, mimo tak wielkich starań? Trzeba tylko pochylić czoła przed przeciwnikiem, który nawet w słabszym dniu tej ostatecznej krzywdy sobie nie dał zrobić.

W Wiśle w nielicznych sytuacjach podbramkowych dobrze bronił Sarnat. Bardzo solidne wrażenie sprawiała obrona, w której na swoje barki wzięli walkę wręcz obaj stoperzy, B. Zając i Głowacki. W pomocy Szymkowiak i Żurawski, w ataku prawdziwy wojownik Moskalewicz, trochę tych plusów po swojej stronie Wisła zapisała. Nie tylko wygrana ze słynnym Interem, ale i sposób w jaki po to zwycięstwo piłkarze sięgnęli, warte są zapamiętania.

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ

Nie wyszli na trening

October 31st, 2001

Gorąco było wczoraj na Suchych Stawach. Piłkarze Hutnika nie wyszli bowiem na trening. Powodem były, jak zwykle w tego typu przypadkach, zaległości finansowe.

Rada drużyny spotkała się wczoraj z prezesem Januszem Popiołkiem. Nie była to jednak spokojna rozmowa. Doszło do ostrej wymiany zdań, po której futboliści postanowili nie wychodzić na trening. Prezes Janusz Popiołek dziwi się ich reakcji: – 10 października piłkarze otrzymali pierwszą część pensji. 25 października mieli otrzymać resztę. Niestety firmy, które sponsorują Hutnika narzekają na brak płynności finansowej. Stąd opóźnienie. Uważam, że reakcja piłkarzy była nieadekwatna do sytuacji, bowiem już po południu pieniądze na nich czekały. Skoro jednak nie było ich w klubie to nie mogli ich otrzymać. Wypłacimy im pensje jak tylko zjawią się na treningu. Za to, że nie wyszli na zajęcia otrzymają regulaminową karę. Są bowiem pracownikami klubu. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że mamy w stosunku do piłkarzy zaległości jeśli chodzi o premie. Chcemy z nimi ustalić zasady spłaty. Oni muszą jednak zrozumieć w jakiej sytuacji znalazł się klub. Chwała piłkarzom za to, że wygrali cztery mecze z rzędu. To jednak jeszcze nie oznacza, że mają prawo do tak nerwowych reakcji.

Tyle prezes. My dodajmy, że dzisiaj rada drużyny ponownie ma rozmawiać na temat wypłat zaległości z kierownictwem klubu. Miejmy nadzieję, że strony dojdą do porozumienia.

Autor artykułu: bk

Przeczytaj zanim pojedziesz

October 31st, 2001

Cztery parkingi i zmiany w komunikacji miejskiej przygotowywane są w Nowym Targu. Parkować na ulicy dojazdowej do szpitala będzie można 1 listopada tylko po lewej stronie jadąc w stronę szpitala.

Co pół godziny będzie kursować linia MZK nr 6 – okrężna. Linia nr 9 będzie kursować jak w dni powszednie, reszta wbrew naszym wcześniejszym informacjom, normalnie jak w dni świąteczne. W okolicach cmentarza porządku komunikacyjnego pilnować będą policjanci i strażnicy miejscy. Aby wszystko odbywało się sprawniej, należy przestrzegać ich poleceń.

Przyjezdnym polecamy parkingi na Rynku, przy ul. Kościuszki oraz przy lodowisku, skąd szybko, kładką przez Dunajec można dotrzeć do nowotarskiej nekropolii.

Autor artykułu: rap

Odzyskała arcydzieła

October 30th, 2001

Musiała mieć nie tylko wielkie serce dla sztuki, ale wykazać się świetną znajmością prawa, by odzyskać dla rodziny Lanckorońskich arcydzieła bezprawnie zajęte po wojnie przez władze Austrii. Dzięki temu i one mogły trafić na Wawel jako dar prof. Karoliny Lanckorońskiej. Wczoraj wiedeńska prawniczka dr Johanna Kammerlander za to co zrobiła dla kultury polskiej została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej. Ceremonia odbyła się w Sali Poselskiej na Wawelu i miała bardzo uroczystą oprawę.

Dr Johanna Kammerlander przeglądała archiwa, docierała do trudno dostępnych źródeł, gromadziła materiały, które stały się podstawą do wszczęcia procesu sądowego.

- Od samego początku wiedziała, że odzyskując dzieła dla Lanckorońskich, w rzeczywistości odzyskuje je dla Wawelu – mówił prof. Jan Ostrowski, dyrektor Zamku Królewskiego.

Dr Johanna Kammerlander należy do prawniczej rodziny, prowadzącej w Wiedniu renomowaną kancelarię adwokacką. Od lat reprezentuje prawne interesy prof. Karoliny Lanckorońskiej w Austrii, a także Fundacji Lanckorońskich. To właśnie w ich imieniu, po 1,5 rocznych zabiegach odzyskała należące wcześniej do Lanckorońskich, a zabrane im po wojnie przez austriackie państwo arcydzieła sztuki.

Najcenniejszym z nich jest renesansowy obraz z ok. 1524 r ,Jowisz, Merkury i Cnota”, jedno z najlepszych dzieł Dossa Dossi. Był eksponowany w Kunsthistorisches Muzeum w Wiedniu. Z jego zbiorów została także zwrócona wspaniała, unikatowa w skali światowej bizantyjska gemma datowana na VI-VII w, oraz wyjątkowej wartości starogrecka ceramika z V- VI w p.n.e. Choć te zabytki stały się z powrotem własnością prof. Karoliny Lanckorońskiej, nie zatrzymała ich dla siebie. Tak jak inne wspaniałe obiekty tworzące rodzinną kolekcję, podarowała je na Wawel.

- Ten wielki gest nie byłby możliwy bez zakończonych sukcesem starań prawnych dr Johanny Kammerlander. Nie byłby także możliwy bez dobrej woli austriackich władz, które w tym prawnym sporze cały czas zajmowały bardzo praworządne stanowisko – mówił dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu prof. Jan Ostrowski.

Dr Johanna Kammerlander dziękując za odznaczenie powiedziała:

- Karolina Lanckorońska bardzo się ucieszyła, gdy te dzieła jechały już do Polski. Była niezwykle zadowolona że i one trafią na Wawel. Bo to jest miejsce znaczące dla wszystkich Polaków.

Autor artykułu: KaK

Ostatnie ostrzeżenie

October 30th, 2001

- Coraz wcześniej robi się ciemno, pogoda sprawia, że droga hamowania może być bardzo długa – ostrzega podkomisarz Krzysztof Dymura z małopolskiej drogówki. Tylko w ciągu ostatniego weekendu na naszych drogach zginęło osiem osób. 47 zostało rannych. Wyjeżdżając na drogi we Wszystkich Świętych zachowajmy ostrożność. Nie narażajmy siebie i innych.

Już o 16.30 robi się ciemno. Pada deszcz, na drodze liście. Ubrani na ciemno piesi są słabo widoczni we mgle. Moment nieuwagi wystarczy, by zabić człowieka. Może nawet najbliższego, który jedzie obok nas. Może inny kierowca zabije, kogoś, kogo kochamy. Tylko w sobotę i niedzielę doszło w Małopolsce do 31 wypadków. Zginęło aż 8 osób, 47 zostało rannych.

- Szczególną uwagę trzeba zwrócić na pieszych – mówi podkomisarz Dymura. Wśród ośmiu zabitych, cztery osoby to piesi, a jedna była rowerzystą. Piesi powinni liczyć się z tym, że są słabo widoczni: iść tak, aby nie być narażonym na najechanie, założyć odblaskowe elementy.

Wszystkich Świętych to czas, kiedy w drogę, nawet bardzo długą, wyruszają tzw. niedzielni kierowcy. Ich umiejętności są niewielkie, a stan pojazdów pozostawia wiele do życzenia. Przed wyruszeniem w podróż sprawdzić trzeba: * stan oświetlenia (uwaga na przepalone żarówki), * sprawność hamulców * wycieraczki * opony.

W tym roku Wszystkich Świętych wypada w środku tygodnia, co oznacza, że nastąpi spiętrzenie ruchu. Kierowcy wyjadą w środę już po zmroku i wracać będą w czwartek przed wieczorem. Lepiej nie wyjeżdżać bezpośrednio po pracy, w zmęczeniu i napięciu. To osłabia koncentrację. Wzrok słabiej przystosowuje się do ciemności.

- Kierowcy powinni zachować szczególną ostrożność w pobliżu cmentarzy – raz jeszcze przypomina podkomisarz Dymura.

Autor artykułu: mk

Kto zamordował Joannę?

October 30th, 2001

Stu policjantów i ratowników z Gdyni rozpoczęło wczoraj rano przeszukiwanie lasów w okolicach Radłowa w powiecie tarnowskim. Jest to efekt zwrotu w śledztwie w sprawie zaginięcia Joanny Matjaszek.

18-letnia uczennica Technikum Ekonomicznego w Wojniczu zaginęła 3 listopada ubiegłego roku. Przez 12 miesięcy policjanci bezskutecznie usiłowali odnaleźć dziewczynę lub wyjaśnić przyczynę jej zaginięcia. Kilka dni temu w śledztwie nastąpił przełom. Zatrzymano trzech podejrzanych o zamordowanie dziewczyny, mieszkańców okolic Radłowa. Są przesłuchiwani przez krakowskich funkcjonariuszy. Prawdopodobnie znali Joannę. Niewykluczone są zatrzymania kolejnych osób.

Na podstawie wyników śledztwa policja zdecydowała o rozpoczęciu akcji poszukiwawczej w radłowskich lasach. Funkcjonariusze mają sprawdzić sto hektarów. Dysponują nowoczesnym sprzętem. Pomaga im pies tropiący wyszkolony do poszukiwania zwłok. Cały czas okolice Radłowa patrolują też policyjne helikoptery. Policjanci i ratownicy będą pracowali do skutku.

- Pomagaliśmy rodzinie zaginionej dziewczyny już w ubiegłym roku – mówi Zbigniew Matysiak naczelnik służby ratowniczej Poszukiwawczego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z Gdyni. – Jesteśmy przygotowani do prowadzenia takich akcji i natychmiast pospieszyliśmy z pomocą. Choć muszę przyznać, że tutaj teren jest wyjątkowo trudny.

Autor artykułu: ab