Wisła Kraków – Inter Mediolan 1:0 (1:0). Bramka: Żurawski 4 min. Sędziował da Silva Paraty (Portugalia). Żółte kartki: Czerwiec, Moskal, Baszczyński – Okan, Farinos, Cordoba, Di Biagio, C. Zanetti. Widzów 6,5 tys. Pierwszy mecz 2:0 wygrał Inter i awansował do trzeciej rundy Pucharu UEFA.
WISŁA: Sarnat – Baszczyński (90. M. Zając), B. Zając, Głowacki, Kaliciak – Szymkowiak, Moskal, Czerwiec (79. Pater), Żurawski – Frankowski (74. Niciński), Moskalewicz.
INTER: Fontana – J. Zanetti, Cordoba, Materazzi, Gresko – Okan (80. Simic), C. Zanetti, Farinos (65. Di Biagio), Dalmat – Kallon, Adriano (75. Ventola).
Słynni nerazzurri (czarno-niebiescy) w Krakowie przeżyli chwile strachu. Widać to było przede wszystkim po zachowaniu trenera Hectora Cupera, który nie mógł uwierzyć, że jego zespół ustępuje na boisku miejsca mistrzom Polski. Jedni powiedzą, że ta dobra gra Wisły wyniknęła ze słabości Włochów, ja raczej skłonny jestem twierdzić, iż ta słabość została niejako wymuszona przez walczących z determinacją krakowian. Oni nie dali Interowi pograć i chwała im za to, mimo iż strat z Triestu odrobić się nie udało.
Przed meczem kapitan wiślaków Moskal powiedział, że szanse na odrobienie strat będą wówczas, gdy uda się szybko gola strzelić. I Wisła tego gola strzeliła już po pierwszej akcji, akcji wręcz filmowej. Rozpoczął ją Moskalewicz, kapitalnym podaniem w tempo Frankowski uruchomił Żurawskiego, a ten w pełnym biegu strzelił nie dając szans Fontanie. Pozostało jeszcze wówczas 86 min., by tę drugą bramkę strzelić. I Wisła bardzo się starała, by szansy nie zmarnować. W całym meczu Inter stworzył jedną sytuację rzeczywiście bardzo groźną, wręcz bramkową. Ale na boisku mylą się najlepsi, pomylił się też Di Biagio, kiedy to z 4 m nie trafił głową do siatki. W przypadku Wisły tych sytuacji bramkowych było więcej, lecz szczęście tym razem wyraźnie krakowianom nie sprzyjało. Frankowski, a przede wszystkim ostrzeliwujący bramkę Fontany Szymkowiak mogą po tym meczu mieć pretensje do losu. Po uderzeniu Szymkowiaka z rzutu wolnego jego koledzy widzieli oczami wyobraźni piłkę w siatce. Uniesione w górę ręce szybko jednak opadły, gdy piłka zatrzymała się na na słupku. Nie ma co przeklinać losu, chociaż niejeden z obecnych wczoraj na stadionie zaklął wówczas siarczyście.
Jasne, że Wisła umiejętnościami technicznymi nie była w stanie Interowi dorównać. Ale agresywna gra, nie pozostawianie rywalowi miejsca na przyjęcie piłki, na kręcenie artystycznych kółek, spowodowały że mediolańczycy właściwego rytmu gry nie złapali przez całe 90 minut. Dlaczego Wisła tego nie wykorzystała, mimo tak wielkich starań? Trzeba tylko pochylić czoła przed przeciwnikiem, który nawet w słabszym dniu tej ostatecznej krzywdy sobie nie dał zrobić.
W Wiśle w nielicznych sytuacjach podbramkowych dobrze bronił Sarnat. Bardzo solidne wrażenie sprawiała obrona, w której na swoje barki wzięli walkę wręcz obaj stoperzy, B. Zając i Głowacki. W pomocy Szymkowiak i Żurawski, w ataku prawdziwy wojownik Moskalewicz, trochę tych plusów po swojej stronie Wisła zapisała. Nie tylko wygrana ze słynnym Interem, ale i sposób w jaki po to zwycięstwo piłkarze sięgnęli, warte są zapamiętania.
Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ