Wczoraj przyniesiono nam do redakcji ,Gazety Nowosądeckiej” ciekawy dokument. Nazwisko darczyńcy jest znane redakcji. Tym dokumentem jest książeczka oszczędnościowa Powszechnej Kasy Oszczędności wystawiona w oddziale PKO w Nowym Sączu 18 marca 1963 r. Data i nazwisko właściciela książeczki w tym przypadku są ważne, ale nie najważniejsze.
Dokument bankowy wystawiono na nazwisko Hermana Stoffa urodzonego w 1893 r. w Rymanowie, zamieszkałego wtedy w Nowym Sączu przy ul. Szwedzkiej 1. Starsi sądeczanie muszą doskonale wiedzieć, że Herman Stoff z pochodzenia Żyd, obywatel miasta do biednych ludzi nie należał.
Był m.in. właścicielem kamienicy usytuowanej na rogu Jagiellońskiej – Szwedzkiej. Po wojnie sprzedał ją góralowi spod Nowego Targu.
Jak wspomnieliśmy był człowiekiem raczej majętnym i zaangażowanym w życie gminy żydowskiej. Był, jak to Żydzi mówią pół rabinem, gdyż w bóźniczce przy ul. Jagiellońskiej 12 pełni funkcję kantora.
Z książeczki oszczędnościowej wyczytaliśmy, że 31 marca 1967 r. wpłacił 20 tys. zł i stan jego konta w PKO Banku Państwowym urósł do kwoty 40 tys. zł. Jak na te czasy było to sporo pieniędzy. Średnia płaca wtedy w Sączu wynosiła 1 tys. – 1.2 tys. zł.
Samochód marki warszawa kosztował w granicach 80 tys. zł. Chleb zakopiański około 60 groszy. Takie były relacje cenowe i konto bankowe Stoffa.
Kantor Herman Stoff podczas nagonki na wyznawców mojżeszowych wyjechał do Izraela. Zmarł 15 lat temu nie pozostawiając bezpośrednich spadkobierców.
Zapytaliśmy wczoraj Jana Oleksego, dyrektora nowosądeckiego oddziału PKO na jakiej wysokości spadek mogliby liczyć członkowie rodziny Stoffów. Ile dzisiaj bank państwowy wypłaciłby im pieniądzy.
- Gdyby chcieli uzyskać zwrot kapitału, to w pierwszej kolejności musieliby udowodnić, że są prawnymi spadkobiercami – mówi Jan oleksy. – Jednakże kwota, którą by dzisiaj otrzymali jest żenująco niska.
Pan Stoff miał 40 tys. zł przed denominacją. Przelicznik denominacyjny ustalono na 1 do 10000 tysięcy, więc jego spadkobiercy otrzymaliby dokładnie 4 zł (słownie 4 złote).
Nastąpiła straszna dewaluacja. Znam przypadki, że ludzie mieli zebrane pieniądze na pół mieszkania, kiedy je pobrali z banku po denominacji nie sarczyło im pieniędzy nawet na zakup kafelek do łazienki.
Przypadek powyższy, akurat oparty na polskim obywatelu pochodzenia żydowskiego świadczy o tym, że nie uszanowano za czasów PRL z trudem zdobytych i lokowanych pieniędzy na koncie państwowego banku.
Podobnie było w latch 80 – tych, kiedy łzami i potem ludzie zdobywali pieniądze pracując za granicą, by wykupić na własność mieszkanie. Kiedy już mieli w zasięgu klucze do niego nie stać ich było na dalsze dopłaty.
Ten okres historii mamy na szczęście już za sobą. Teraz z kolei bankierzy mają się dobrze. Aż za bardzo dobrze.
Autor artykułu: YES