Nowotarska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie wypadku w studzience kanalizacyjnej, w którym śmierć poniosło dwóch pracowników zakładu kuśnierskiego. Zeznania i ekspertyzy nie pozwoliły na stwierdzenie winy ich pracodawcy.
Przypomnijmy: pod koniec sierpnia ub.r. dwóch pracowników zakładu kuśnierskiego zeszło do studzienki kanalizacyjnej usytuowanej w pobliżu tego zakładu. Próbowali oni samodzielnie udrożnić zatkaną studzienkę kanalizacyjną. Podczas pracy oddychali jednak unoszącymi się w niej oparami. Kiedy stracili przytomność próbował im jeszcze pomóc teść nieobecnego wówczas właściciela, ale i on stracił przytomność. Pozostali świadkowie zdarzenia widząc, że kolejne osoby tracą przytomność bali się wchodzić do studzienki i wezwali straż pożarną. Strażacy wydobyli mężczyzn ze studzienki, ale jeden z pracowników umarł po pięciu dniach, drugi po trzech i pół miesiąca. Przeżył tylko mężczyzna, który najpóźniej wszedł do studzienki. Po wypadku okazało się, że w studzience panowało wysokie stężenie siarkowodoru, oraz chromu.
- Usytuowanie studzienki w ciągu kanalizacyjnym poprzedzonym innymi punktami odprowadzania ścieków, możliwość kumulacji i przemian chemicznych przy niedrożnym odpływie nie pozwala na stanowcze stwierdzenie, że nadmierne stężenie substancji toksycznych było wynikiem odprowadzenia ich z zakładu kuśnierskiego – podano w uzasadnieniu. Prokurator ustalił także, że w momencie wypadku właściciela nie było na terenie posesji. Pracownicy zostali sami, ponieważ byli doświadczeni i nie trzeba było ich nadzorować na stałe. W związku z brakiem dowodów co do ewentualnego zlecenia im udrożnienia studzienki, a więc braku znamion przestępstwa w sprawie tego wypadku prokuratura umorzyła śledztwo.
Autor artykułu: rap