Archive for April, 2001

Prokurator umorzył śledztwo

Thursday, April 26th, 2001

Nowotarska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie wypadku w studzience kanalizacyjnej, w którym śmierć poniosło dwóch pracowników zakładu kuśnierskiego. Zeznania i ekspertyzy nie pozwoliły na stwierdzenie winy ich pracodawcy.
Przypomnijmy: pod koniec sierpnia ub.r. dwóch pracowników zakładu kuśnierskiego zeszło do studzienki kanalizacyjnej usytuowanej w pobliżu tego zakładu. Próbowali oni samodzielnie udrożnić zatkaną studzienkę kanalizacyjną. Podczas pracy oddychali jednak unoszącymi się w niej oparami. Kiedy stracili przytomność próbował im jeszcze pomóc teść nieobecnego wówczas właściciela, ale i on stracił przytomność. Pozostali świadkowie zdarzenia widząc, że kolejne osoby tracą przytomność bali się wchodzić do studzienki i wezwali straż pożarną. Strażacy wydobyli mężczyzn ze studzienki, ale jeden z pracowników umarł po pięciu dniach, drugi po trzech i pół miesiąca. Przeżył tylko mężczyzna, który najpóźniej wszedł do studzienki. Po wypadku okazało się, że w studzience panowało wysokie stężenie siarkowodoru, oraz chromu.
- Usytuowanie studzienki w ciągu kanalizacyjnym poprzedzonym innymi punktami odprowadzania ścieków, możliwość kumulacji i przemian chemicznych przy niedrożnym odpływie nie pozwala na stanowcze stwierdzenie, że nadmierne stężenie substancji toksycznych było wynikiem odprowadzenia ich z zakładu kuśnierskiego – podano w uzasadnieniu. Prokurator ustalił także, że w momencie wypadku właściciela nie było na terenie posesji. Pracownicy zostali sami, ponieważ byli doświadczeni i nie trzeba było ich nadzorować na stałe. W związku z brakiem dowodów co do ewentualnego zlecenia im udrożnienia studzienki, a więc braku znamion przestępstwa w sprawie tego wypadku prokuratura umorzyła śledztwo.

Autor artykułu: rap

Campus i nowe kierunki

Thursday, April 26th, 2001

Dwa nowe kierunki studiów zostaną uruchomione od nowego roku akademickiego w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie. Będą tutaj mogły studiować pielęgniarki i rehabilitanci. Dla potrzeb tych specjalności zostanie wybudowany nowy campus uczelni.

Ministerstwo Edukacji Narodowej zatwierdziło projekt utworzenia dwóch nowych kierunków studiów. W związku z tym powołany zostanie Instytut Ochrony Zdrowia. W przyszłości oprócz pielęgniarek i specjalistów rehabilitacji, w Instytucie będą się w nim kształcić również analitycy, położne oraz ratownicy medyczni. W skład nowopowstałego Instytutu wejdzie także wychowanie fizyczne z gimnastyką korekcyjną. Na pierwszy rok studiów licencjackich zostanie przyjętych po 60 kandydatów na oba kierunki studiów.

Zajęcia będą prowadzić wykładowcy z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Szpitala Wojskowego w Krakowie. Wykładać tutaj będą również lekarze z tarnowskich szpitali oraz kadra Zespołu Szkół Medycznych. Studia będą trwać trzy lata i zakończą się obroną pracy licencjackiej. Porozumienie z krakowskim UJ zakłada, że najzdolniejsze pielęgniarki będą mogły kontynuować studia na poziomoie magisterskim.

- W przyszłym roku zamierzamy uruchomić również studia zaoczne z myślą o czynnych zawodowo pielęgniarkach – mówi rektor PWSZ Adam Juszkiewicz. – Polska podpisując umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską zadeklarowała, że do 2010 roku średni personel medyczny w służbie zdrowia będzie posiadał wykształcenie na poziomie wyższym.

Dotyczy to m. in. pielęgniarek, rehabilitantów i położnych.

Według rektora Juszkiewicza to ogromna szansa dla tarnowskiej uczelni. Tym bardziej że jest ona pierwszą w kraju uczelnią niemedyczną, która otrzymała prawo uruchomienia tego typu studiów. Do 2010 roku studia pielęgniarskie będzie musiało uzupełnić około 100 tysięcy osób wykonujących ten zawód w Polsce. W Tarnowie będą mogły studiować pielęgniarki z Małopolski i Podkarpacia.

Utworzenie Instytutu Ochrony Zdrowia wiąże się jednak z potrzebą wybudowania nowego campusu. Senat tarnowskiej uczelni prowadzi w tej sprawie negocjacje z władzami miasta. Jeśli zakończą się one sukcesem, to prace rozpoczną się jeszcze pod koniec roku.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy nowy campus miałby zostać wybudowany w okolicach ulicy Goldhammera. Jest już gotowy projekt inwestycji.

Autor artykułu: (mir)

W rękach wierzycieli

Thursday, April 26th, 2001

Dzisiaj, o godz. 9 na największej sali Sądu Gospodarczego w Nowym Sączu rozpocznie się postępowanie układowe Nowomag SA z wierzycielami spółki. Od tego układu zawisł los fabryki i ponad 400-osobowej załogi.

Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, łącznie przeterminowane zobowiązania Nowosądeckiej Fabryki Urządzeń Górniczych SA wynoszą ok. 10 mln zł. Wśród wierzycieli Nowomagu jest Skarb Państwa, ZUS, gmina Nowy Sącz, sądeckie przedsiębiorstwa komunalne, a także rozmaici kooperanci i dostawcy.

Jedni mają w Nowomagu kilkaset tysięcy złotych, inni – po parę – dosłownie – złotych. Układ zakłada redukcję zobowiązań Nowomagu do połowy i rozłożenie spłaty długów na raty w pięcioletnim okresie.

Aby układ stanął – musi się pod nim podpisać połowa wierzycieli lub najwięksi wierzyciele.

- Przystępujemy do postępowania układowego z Nowomagiem – mówi Zbigniew Kowal, prezes ,Sądeckich Wodociągów” sp. z o,o. – bo tylko w ten sposób mamy szansę odzyskać połowę należności, w przeciwnym bowiem razie zostanie ogłoszona upadłość Nowomagu. Do fabryki wejdzie syndyk, zacznie sprzedawać majątek i zaspakajać wierzycieli , w pierwszej kolejności Skarb Państwa, my jesteśmy na szarym końcu tej listy.

Wczoraj prezes Nowomagu, inż. Zdzisław Dąbrowski był dla prasy niedostępny. Sekretarka tłumaczyła, że szef prowadzi arcyważne rozmowy, można się tylko domyśleć na jaki temat.

- Pogrążyły nas lata 1994-1995 – mówi pracownik Nowomagu, zastrzegający sobie anonimowość. – Załamał się przemysł wydobywczy, kopalnie przestały nam płacić za nasze dostawy. W krótkim okresie czasu padło kilkadziesiąt zakładów z otoczenia górnictwa.

Po komercjalizacji Nowosądeckę Fabrtykę Urzędzeń Górniczych ,Nowomag” SA minister skarbu włożył do XI NFI. Po różnych jeszcze ruchach, właścicielem większościowego pakietu akcji Nowomagu stało się Przdsiębiorstwo Budownictwa Szybów SA z Bytomia, które też jest w NFI ,Jupiter” i któremu prezesem jest brat obecnego ministra gospodarki Jerzego Steinchoffa.

Przez ostatnie lata prawie tysięczna załoga (w najlepszym okresie) stopniała do 416 osób. Zostali fachowcy najwyższej klasy, zarabiają marnie, jak na sądeckie realia przystało, ale nie burzą się. Chcą za wszelkął cenę uratować fabrykę i swoje miejsca pracy. Czego oni już nie próbowali produkować.

Wydawało się, że hitem rynkowym będą elektrownie wiatrowe, potem urządzenia do natleniania wód w jeziorze, handlowano węglem, a skończyło się na tradycyjnej produkcji, choć na zapłatę od kopalń sądeczanie czekają po 90 dni.

Przypomnijmy, że Nowomag jest zakładem macierzystym posła Andrzeja Szkaradka. Tu rozpoczęła jego oszałamiająca kariera.

Autor artykułu: HSZ

Ostatni sprawiedliwy

Thursday, April 26th, 2001

Jan Budnik, świecki szafarz Komunii św. w parafii św. Kazimierza w Nowym Sączu, co godzinę nasyła na kogoś prokuratora albo policję. Popularny ,Jaś” najchętniej widziałby za kratkami połowę radnych Korzennej, gdzie je smaczny wójtowski chleb z łaski korzeńskiego podatnika, oraz połowę rajców Nowego Sącza, a już prezydenta Czerwińskiego to by od razu posłał na szafot.

W zeszłym tygodniu Budnik nazwał opozycję w gminie imperium kłamstwa, opanowanym przez pospolitych przestępców, a w tym tygodniu zarzucił włodarzom Nowego Sącza kradzież 100 tysięcy marek niemieckich.

To nic, że z jego oskarżycielskich mów na ogół nici wychodzą, że te pomówienia nie przekładają się na akta procesowe.

Oskarżenia i zarzuty to bowiem prawdziwy żywioł Budnika. Bardzo łatwo przychodzi Jasiowi nazwać kogoś złodziejem i przestępcą. Świat malowany pędzlem wójta Korzennej jest smutny i ponury. Wszyscy kradną, afera goni aferę, wkoło zgnilizna i poruta.

Gdyby Pan Bóg dzisiaj szukał 10 sprawiedliwych w Korzennej, albo w Nowym Sączu, to gmina z miastem podzieliłyby los Sodomy i Gomory. Bo jedyny sprawiedliwy, to Jan Budnik, jeszcze tylko poseł Jerzy Gwiżdż załapałby się na listę mężów sprawiedliwych i może radny Stanisław Kaim, który wychował się pod Mogielnicą w Słopnicach, a żyje ze sprzedaży piwa na ulicy Hallera w Nowym Sączu.

Aż dziw, że jeszcze nie wszczęto procesu beatyfikacyjnego Jana Budnika, to skandal, że taki człowiek nie ma jeszcze pomnika w mieście, albo przynajmniej ulicy.

Tylko, że są sądeczanie, którzy mają kłopot. Mówią, że taka agresja nie przystaje szafarzowi Najświętszego Sakramentu. W niedzielę Jan Budnik, odziany w anielskie szaty, rozdaje białe opłatki, a w poniedziałek tą samą prawą ręką kreśli poufny liścik do prokuratury. I mieszają się w osobie wójta-radnego dwa porządki: nadprzyrodzony i doczesny.

Polityka to brudna sprawa, tu nie ma czarnego i białego, są tylko różne odcienie szarości. Natomiast Najświętszy Sakrament jest bielszy od bieli. Brudnymi łapami nie wolno tykać Opłatka, bo jest on przeznaczony także dla przeciwników politycznych naszego Szafarza. Z jakim czołem – chciałoby się spytać – będzie podawał Komunię św. prezydentowi Czerwińskiemu, którego oskarżył o przewłaszczenie 100 tyięcy DM?!

Ciekawe, co o działalności politycznej swego najlepszego ministranta myśli ks. prałat Stanisław Czachor. Czy Jasiu na pewno odbył spowiedź wielkanocną? Czy to Poranek Wielkanocny natchnął wójta-radnego do nowych ataków i napaści.

Ale skoro to lubi, skoro bez tego nie może żyć, to niechby już został przy obelgach i kalumniach – ludzie się przyzwyczaili – ale od Najświętszego Sakramentu Budnikowi wara. Do tego się nie przyzwyczaimy.

Autor artykułu: Henryk SZEWCZYK

Goście z Ukrainy

Thursday, April 26th, 2001

Wczoraj w Starostwie Nowosądeckim gościła delegacja samorządowców z Ukrainy. Byli to przedstawiciele Obwodu Czerniowce i Autonomicznej Republiki Krym – w sumie 14 osób. Wizytę organizował Instytut Wschodni. W Nowym Sączu byli witani przez przewodniczącego Rady Powiatu Jana Dudę i starostę Jana Golonkę.

To już kolejna ekipa samorządowców ukraińskich goszcząca na Sądecczyźnie. Goście zapoznają się z funkcjonowaniem w naszym kraju samorządów różnych szczebli, spotykają z przedstawicielami działających tutaj firm i poznają specyfikę regionu.

W Starostwie Nowosądeckim interesowali się przede wszystkim strukturą urzędów powiatowych i zadaniami powiatów oraz samorządów wojewódzkich, szeroko objaśniał to Witold Kozłowski – sekretarz powiatu i jednocześnie małopolski radny wojewódzki.

Z Czerniowiec przyjechali: Iwan Szylepnicki – marszałek Rady Obwodu Czerniowce, Narian Chudyj, Wasilyj Bidenyj, Trojan Dyka, Henadij Mazur, Porfiryj Rusnak, Włodzimierz Tarnowiecki.

Z Krymu przyjechali: Stanisław Żakow, Wołodymyr Kuligin, Tetjana Fedczenko, Anatolij Cwietkow, Ludmyła Czabała, Serhij Sahanenko, Jarosław Began.

Autor artykułu: olsz

PKS blokuje budowę nowego dworca

Wednesday, April 25th, 2001

Powstawanie stref inwestycyjnych, centrum koncertowo-kongresowego, Krakowskiego Centrum Komunikacyjnego i wspólna strategia komunikacyjna oraz rozbudowa lotniska w Balicach – to sprawy, w jakich współpracować mają władze Krakowa i województwa. Wczoraj odbył się ich wspólny zarząd.

Wspólne posiedzenie zarządów Krakowa i województwa miało m. in. uzgodnić wzajemną współpracę w ramach tzw. kontraktu regionalnego, czyli nowego systemu finansowania samorządów.

Województwa wypracowują strategie swojego rozwoju, która staje się podstawą do zawierania z rządem kontraktów na finansowanie najważniejszych dla regionu inwestycji.

Prezydent Krakowa Andrzej Gołaś przyznał, że przy budżecie miasta sięgającym 1,6 mld zł i rocznych wydatkach inwestycyjnych rzędu 300 mln zł, pieniądze z kontraktu regionalnego są niewielką sumą. Kontrakt przewiduje na dwa najbliższe lata inwestycje za 121 mln zł, z czego większość dopiero w 2002 r.

Podczas spotkania uzgodniono także pilną potrzebę narady w sprawie rozpoczęcia budowy krakowskiego dworca autobusowego. Roboty nie mogą ruszyć, bo obecny gospodarz placu, czyli PKS, domaga się administrowania nowym obiektem.

- Nie możemy się na to zgodzić. Nie będziemy wydawać pieniędzy, żeby potem ktoś inny nim administrował – mówi marszałek Marek Nawara. – Trzeba pamiętać, że komunikacja autobusowa to nie tylko PKS, to także przewozy międzynarodowe i lokalne innych przewoźników – dodał prezydent Gołaś.

Dlatego zamierzają doprowadzić do spotkania wszystkich zainteresowanych stron (łącznie w wysokim przedstawicielem Ministerstwa Skarbu, które jest właścicielem PKS) podczas którego można by skłonić firmę do zgody na warunki województwa i miasta.

- Gdyby dziś PKS zgodziło się na zamianę gruntów, prace można by rozpocząć niemal natychmiast i dworzec mógłby stanąć do końca 2002 r. – powiedział marszałek Nawara.

Pozostaje jedynie połączenie dworca z sąsiednimi ulicami: Pawią i mającą dopiero powstać Galicyjską.

Prezydent powiedział, że miasto nie będzie się jednak spieszyło z remontem i budową. Galicyjska ma powstać dopiero w 2003 r.

Autor artykułu: mk

Czy Moskal straci honorowe obywatelstwo Krakowa?

Wednesday, April 25th, 2001

Wciąż mnożą się wyrazy sympatii i współczucia dla Jana Nowaka-Jeziorańskiego, legendarnego ,kuriera z Warszawy” i długoletniego szefa polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Jan Nowak-Jeziorański został pomówiony o współpracę z władzami okupacyjnymi podczas II wojny światowej. Kontakty z hitlerowcami i uległość wobec ,żydowskiego lobby” zarzucił mu prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal po wypowiedzi Jeziorańskiego na temat zbrodni w Jedwabnem.

Oświadczenie Moskala wywołało w Polsce oburzenie. Protestowali przeciwko niemu m. in. prezydent, premier i minister spraw zagranicznych.

Wczoraj pod adresem naszej redakcji nadszedł kolejny protest, pełnomocnika Platformy Obywatelskiej w Krakowie Bogdana Klicha.

,Trudno byłoby wymienić wszystkie zasługi kuriera z Warszawy dla naszego kraju – czytamy w oświadczeniu. – W chwilach komunistycznego zniewolenia jego głos dodawał otuchy. Później, po przełomie roku 1989, pokazywał, jak radzić sobie z odzyskaną niepodległością. Dla tych, którzy mieli zaszczyt poznać Go i z Nim współpracować, Jan Nowak-Jeziorański jest swoistą busolą, pokazującą co w Polsce wolno, a czego nie należy. (É) Kraków wyróżnił p. Nowaka-Jeziorańskiego medalem Cracoviae Merenti, a p. Edwarda Moskala tytułem honorowego obywatela naszego miasta. Honorowe obywatelstwo nie jest jednak tylko wyrazem przeszłych zasług, ale też zobowiązaniem do honorowego postępowania. W ocenie ludzi tworzących Platformę Obywatelską p. Edward Moskal naruszył zasady kodeksu honorowego. Dlatego (É) proszę Pana Przewodniczącego o rozważenie przez Radę Miasta Krakowa, czy p. Moskal zasługuje dalej na tytuł honorowego obywatela Krakowa”.

Autor artykułu: MP

Zalane bociany

Wednesday, April 25th, 2001

W Małopolsce bocianie rodziny zajęły już 70 proc. wszystkich gniazd. Ptakom, które przyleciały najwcześniej i zdążyły już złożyć jaja, najtrudniej przetrwać długotrwałe deszcze. – Jeszcze tydzień takich ulew, a młode utoną zanim się urodzą – ostrzega dr Piotr Profus z Instytutu Ochrony Przyrody PAN, który od lat zajmuje się liczeniem, badaniem i doglądaniem bocianich stad.

Katastrofalnej powodzi w 1997 r. nie przeżyło w Polsce południowej aż 60 piskląt, przypominają naukowcy. W podmokniętych gniazdach było dla nich za zimno, rodzice nie mogli zdobyć wystarczającej ilości jedzenia.

Ucierpiały również dorosłe osobniki. Skrzydła tak im namokły, że wiele ptaków miało trudności z powrotem do gniazd.

W Polsce jest szczególnie dużo bocianów. Lato regularnie spędza u nas 40 tys. 900 par. To aż 23 proc. populacji światowej. Według ostatniego spisu, Małopolska jest domem dla 590 par. Najwięcej mieszka na terenie dawnego województwa tarnowskiego – 320. Gniazda w dawnym sądeckim wije rokrocznie 90 bocianich małżeństw.

- Statystyka nie daje pełnego obrazu upodobań tych ptaków. Jeszcze sto lat temu żaden bocian nie zakładał gniazda w górach. Tymczasem ostatnio bociany pokochały Podhale. Pierwsze ptaki osiedliły się tu w latach 30., a w ubiegłym roku zamieszkało tu aż 75 par i przybyło aż 10 nowych gniazd. Nawet wysokość 900 metrów n. p. m. nie odstraszyła bociana, który w 1998 r. uwił gniazdo na Pardałówce – mówi dr Profus.

Zakopane może poszczycić się także innym gniazdem, w samym centrum miasta, koło autobusowego dworca. Ale na razie żadna bociania rodzina mieszkająca w stolicy Tatr nie powiększyła się o potomstwo. Natomiast regularnie przychodzą na świat młode w Chochołowie, dokąd bociany przylatują rokrocznie od 30 lat.

Dr Profus przyjrzał się ostatnio bocianiemu gniazdu w Sromowcach Niżnych. Już jest zasiedlone. Dwa lata temu bociany zintegrowały miejscowych górali. Tylko dzięki ich opiece nie doszło tu do tragedii.

Jeden z rodziców, jak każe instynkt, nie odstępował w gnieździe młodych. Drugi przynosił jedzenie, ale pewnego dnia zginął na łowach. Osamotniona rodzina umarłaby z głodu. Górale w specjalnym pojemniku umieszczonym na tyczce dostarczali ptakom dżdżownice, norniki, myszy. W dożywianie zaangażowała się cała miejscowość. Dzięki temu owdowiały bocian wychował młode i wspólnie odlecieli do ciepłych krajów.

Małopolskie bociany lubią też obrzeża Puszczy Niepołomickiej i tereny wzdłuż Wisły.

Dzięki niemieckim ornitologom możemy dokładniej zbadać trasy ich przelotów. Dziewięć mieszkających na Mazurach ptaków wyposażyli oni w specjalne nadajniki satelitarne, zasilane baterią słoneczną.

W motorowym szybowcu wzbił się za stadem jeden z krakowskich naukowców. Ale zakończył lot na granicy Bułgarii, której władze nie chciały uwierzyć, że przymocowana do samolotu antena służy do lokalizowania ptaków, a nie do podsłuchiwania wojska.

Autor artykułu: KaK

Dwa światy

Tuesday, April 24th, 2001

- Jedziesz do Kociego? Co, pracować tam będziesz? To już jest otwarty? A to tylko dla wybranych, czy tak z ulicy też można przyjść? ? pytano mnie gdy prosiłam o wskazanie drogi do owianego legendą zameczku.
- Przyjechałem do Szczawnicy, żeby leczyć córkę – wspomina Mieczysław Pomorski, pomysłodawca i twórca Kociego Zamku.
Kupił dom dawniej należący do zbója Pipikasa, polskiego odpowiednika Janosika. Pipikas mieszkał w Szczawnicy. Tu napadał kupców, którzy podróżowali szlakiem na Węgry. Tu też ponoć, zgodnie z legendą, ukrył swój skarb.
- Skarbu nie znalazłem za to przy pogłębianu piwnic trafiłem na- ludzkie szkielety – opowiada.
Podczas remontu odnaleziono również tajne przejście prowadzące z domu zbója nad potok Grajcarek.
Dom był ruiną, stała tu kurna chata z centralnie umieszczonym paleniskiem ale też był i zabytkiem – cały więc remont przebiegł pod czujnym okiem konserwatora zabytków.
I tak nieprzydatna właścicielowi brama z furtką znalazły swe miejsce w Pienińskim Muzeum.
- Pomysł na kawiarnię zrodził się dość dawno, bo podczas remontu Kociego. Początkowo chciałem mieć tylko dyskotekę z czasem jednak przedsięwzięcie się rozrosło – mówi Mieczysław Pomorski.
Realizacja całej inwestycji trwała około 20 lat. Wizję Mieczysława Pomorskiego ubrał w realne szaty inżynier Okowiński.
Jednak, by pomysł stał się rzeczywistością potrzebna była energia i współpraca z Hanna Pałczyńską i Lucjanem Malinowskim. Dzięki spółce tych trojga Koci Zamek po latach doczekał się otwarcia.
Na ceremonię otwarcia lokalu stawili się gromadnie przedstawiciele władz miejskich, przyjaciele i szczawniccy restauratorzy. Uroczystość otwarło przemówienie Mieczysława Pomorskiego, który przypomniał zebranym historię powstania restauracji.
- Dziekuję tym, którzy mimo trudów stali przy mnie, którzy pomogli w realizacji tego, zdawało się nierealnego pomysłu. Wiedzcie, że teraz ten rydwan ciągną trzy koziorożce – śmiał się Mieczysław Pomorski.
Wystrój choć pozornie surowy stwarza niepowtarzalny klimat romantycznej baśni. Do wielkiej sali prowadzą drewniane drzwi. W rogu w olbrzymim kominku płonie ogień, blaskiem płomieni liże czarną podłogę. W takt muzyki migają komputerowo sterowane światła podłogowe. Krótki syk i nagle wszystko powleka mgiełka dymu. Siadamy przy podręcznym barku.
- Zauważyłaś, przy ponad stu decybelach możemy normalnie rozmawiać – zwracają mi uwagę wspólnicy.
W Kocim Zamku spotykają się dwa światy: tradycji i nowoczesności. We wnętrzach rodem z średniowiecznych zamków pełnych arcydzieł rodzimego rzemiosła dyskretnie pojawia się nowoczesna technika. Każdy poziom zadziwia odmiennością stylu podkreślającą jego charakter. Cześć kawiarnianą wypełniają wiklinowe mebelki. W chłodne dni przez przeszkloną ścianę można obserwować Pieniny, w ciepłe zaś goście mogą odpoczywać na dwupoziomowym tarasie wśród szmeru wodnych kaskad.
- Z czasem będziemy chcieli wprowadzić nieco dań z kuchni austriackiej na razie poprzestajemy na polskiej ze szczególnym uwzględnieniem dań regionalnych – zapewnia Lucjan Malinowski. – Moim marzeniem jest też przygotowanie pokaźnej piwnicy win z całego świata – dodaje.
Przy otwartym barze, szwedzkim stole, bograczu, kawie i ciastach bawiono się do białego rana. A w niedzielę Koci Zamek czekał już na pierwszych gości…

Autor artykułu: Marta Borek

Pamięć o partyzancie

Tuesday, April 24th, 2001

Józefowi Kurasiowi “Ogniowi”, legendarnemu dowódcy walk partyzanckich z totalitaryzmem hitlerowskim i stalinowskim na Podhalu oraz jego żołnierzom. Konstanty Eugeniusz, Hreśka Franciszek – takiej treści tablicę uroczyście odsłonił w niedzielę wiceminister obrony narodowej Romuald Szeremietiew wraz z wdową po “Ogniu”. Dawni towarzysze broni postanowili uczcić jego pamięć w parafii św. Stanisława Kostki na Żolibożu w Warszawie.
Msza odbyła się wraz z wojskową galą – honorową wartą przy nowej tablicy i przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki, który spoczywa przy kościele. Była także Orkiestra Reprezentacyjna Wojsk lądowych RP.
Górale dopisali licznie. Cała główna nawa wypełniła się sztandarami organizacji kombatanckich. Pojawili się nie tylko dawni podwładni majora Kurasia “Ognia”, ale i kombatanci – żołnierze Armii Krajowej z Nowego Sącza. Przyjechali także podhalańscy harcerze.
- Ta ofiara jest największa siłą, która prowadzi nas do zwycięstwa – mówił minister Szeremietiew pod koniec mszy. Później chętnie fotografował się z rodziną “Ognia” (przyjechał także syn Zbigniew) i kombatantami.
Proboszcz parafii ks. Zygmunt Malacki dobrze zdawał sobie sprawę z kontrowersyjności postaci majora Józefa Kurasia.
- Żeby zrozumieć jego osobę i decyzje, należałoby głębiej wniknąć w historię tamtych czasów – zaczął tuż po odczytaniu Ewangelii fragmentu o niewiernym Tomaszu. – To nie jest tak, że partyzanci “Ognia” mordowali niewinnych. Ginęli konfidenci którzy wyrzekli się Polski. Ale była wojna, a ta rządzi się swoimi prawami i w warunkach wojennych zdarza się, że giną niewinni.
Żoliborska parafia wsławiła się nie tylko jako miejsce pochowania ks. Jerzego Popiełuszki, ale jako centrum, w którym odważnie honorowano osoby płacące najwyższą cenę za walkę o wolność narodu. Ale pewnych porównań “Ognia” i ks. Popiełuszki nie dało się w takim miejscu uniknąć.
- Od zamordowania majora Kurasia, do morderstwa na księdzu Popiełuszce minęło wiele lat, ale metody pozostały – powiedział ks. Malacki. – Czyniono starania, by ksiądz był pochowany tam, gdzie chcieli komuniści, na przykład na Cmentarzu Powązkowskim, gdzie nie mielibyśmy do niego dostępu.
Proboszcz parafii nawiązał następnie do nieznanego miejsca pochówku podhalańskiego dowódcy partyzantów. – Komuniści wiedzieli, że grób Kurasia byłby miejscem świętym i dlatego pochowali go tam, gdzie chcieli – dodał.
- To byli najszlachetniejsi synowie Polski – zakończył homilię.
Po poczęstunku w domu pielgrzyma stojącym przy parafii wszyscy uczestnicy uroczystości udali się do gmachu Sejmu, gdzie zaprosiła ich i oprowadzała posłanka Zofia Krasicka-Domka.

Autor artykułu: Piotr Rayski-Pawlik