Archive for February, 2001

Aleja stulatków

Wednesday, February 28th, 2001

Ze stanowczym protestem dyrekcji Popradzkiego Parku Krajobrazowego spotkał się projekt wycinki 200 stuletnich drzew tworzących malowniczą aleję na drodze ze Starego Sącza do Barcic. Zabiega o to sądecki Powiatowy Zarząd Dróg, wycinka byłaby też na rękę starosądeckim władzom, które zamierzają przystąpić do budowy kanalizacji w Barcicach. Kłopot w tym, że pół roku temu dyrekcja parku podjęła starania o uznanie alei za pomnik przyrody.
Tworzą ją liczące prawdopodobnie około stu lat drzewa, głównie klony, jawory i lipy. Zdecydowana większość z nich jest zdrowa i rozwija się wręcz wzorcowo.

- Wśród tych drzew są chyba zaledwie dwa chore okazy, które można by wyciąć – mówi Małgorzata Rusin z Popradzkiego Parku Krajobrazowego. – Reszcie w zupełności wystarczą tradycyjne zabiegi pielęgnacyjne.

W grupie dwustu drzew jest kilka topoli, które zaczynają już sprawiać kłopoty, bo ich korzenie podnoszą chodnik. Ponieważ nie są to rośliny wartościowe nie wykluczamy, iż wycince tych okazów nie będziemy się sprzeciwiać. Jeśli zaś idzie o usunięcie pozostałych drzew, opinia dyrekcji parku z całą pewnością będzie negatywna.

O taką opinię poprosił Powiatowy Zarząd Dróg w Nowym Sączu. Najpierw stosowne pismo powędrowało do wojewódzkiego konserwatora zabytków w Krakowie, ten zdecydował jednak, że decyzja należy do dyrekcji parku, ponieważ aleja znajduje się na jego terenie.

- Zgodnie z ustawą o drogach, dla poprawy bezpieczeństwa ruchu mamy prawo domagać się usunięcia drzew stojących w odległości mniejszej niż dwa i pół metra od krawędzi jezdni – tłumaczy zastępca dyrektora PZD w Nowym Sączu Sławomir Bogucki.

- Problem ten dotyczy wszystkich okazów tworzących aleję. Sporządziliśmy już plan wyrębu. Jeśli jednak dyrekcja parku krajobrazowego wyda negatywną opinię, to będziemy musieli ustąpić.

Póki co nie wiadomo jakie stanowisko zajmą ostatecznie w tej sprawie starosądeckie władze. Dla przyjętych przez radnych planów inwestycyjnych istnienie alei nie jest bez znaczenia, bo właśnie tamtędy przebiegać będzie kanalizacja.

W wydziale inwestycji Urządu Miasta i Gminy w Starym Sączu powiedziano nam wczoraj, że jeśli opinia dyrekcji parku krajobrazowego dotycząca wycinki będzie negatywna, to drzewa nie zostaną usunięte.

- Trzeba będzie tak kopać, by ich nie uszkodzić – mówią urzędnicy.

Do sprawy spokojnie i bez emocji podchodzi także burmistrz Starego Sącza Marian Kuczaj.

- Nie jestem zwolennikiem bezmyślnego niszczenia przyrody – mówi Marian Kuczaj. – Uważam, że drzewa, które mogą stanowić zagrożenie należy usunąć, natomiast pozostawione winny być te tworzące koronę właściwą. W tej sprawie czekam na decyzję konserwatora zabytków i dyrekcji parku. Nie podejmiemy żadnych kroków dopóki nie otrzymamy wszystkich potrzebnych opinii.

Autor artykułu: Paweł SZELIGA

Ta szkoła wychowuje

Wednesday, February 28th, 2001

- Nie przyjechałem likwidować waszej szkoły – zapewniał wójt Podegrodzia Ryszard Marcinek.
- To po co to zebranie? – przygwoździła Marcinka pani sołtys Stadeł, Czesława Ruchała. Wójta zatkało, ludzie się śmiali. W poniedziałek chyba całe Stadła przyszły do remizy OSP, aby zaprotestować przeciwko planom likwidacji miejscowej podstawówki, cudownie odrodzonej w 1991 roku.

Zebranie rozpoczął dyrektor szkoły.

- Co to jest szkoła? – pytał Stanisław Mazur i sam sobie odpowiedział. – Szkoła – mówił – to nie tylko budynek, to przede wszystkim uczniowie, to są rodzice, nauczyciele, organ prowadzący czyli gmina i organ nadzorujący – kuratorium, te wszystkie podmioty współpracują z sobą aby wychować dzieci na porządnych ludzi?

Teraz głos zabrał wójt Ryszard Marcinek, mówiąc, że gmina jest biedna, a oświata pochłania już prawie 70 proc. budżetu i że tegoroczna subwencja oświatowa jest znowu niedoszacowana.

Minister daje na jedno dziecko 3.101 zł, podczas gdy rzeczywiste koszty jego nauki wynoszą ponad 5 tys. zł.

- Inne były obietnice, kiedy wprowadzano reformę – klarował Marcinek. Ludzie jednak nie chcieli słuchać jego oceny rządów AWS, tylko dowiedzieć się co się stanie z ich szkołą. Wójt bezbłędnie wyczuł nastrój sali i rakiem zaczął się wycofywać z zamiaru likwidacji szkoły, o czym wróble w Stadłach od dawna ćwierkały. To wtedy sołtyska spytała po co w takim razie zebranie.

Czesława Ruchała była bohaterem poniedziałkowego spotkania w remizie. Powiedziała, że szkoła w Stadłach nie tylko uczy dzieci, ale je wychowuje. W tym parterowym budynku, wyremontowanym staraniem rodziców w 1990 roku ogniskuje się życie wsi.

- Trzeba przyjechać do nas na Dzień Babci albo wieczór kolęd – zapraszała sołtyska. Ten moment wykorzystali nauczyciele. Jedna z pań odczytała protest ciała pedagogicznego przeciwko planom likwidacji szkoły. Spocony wójt już całkiem spuścił z tonu.
Wspomagany przez wicewójta Henryka Kulę mętnie tłumaczył, że chodzi tylko o reorganizację sieci szkolnej i łączenie klas.

- Co panowie rozumiecie pod pojęciem klas łączonych – wyszydziła pomysł młoda nauczycielka. Teraz z sali zaczęły padać trudne pytania. Jeden ojciec radził wójtom zaciśnąć pasa. Jego propozycja obcięcia nagród i premii dla Zarządu wywołała burzę oklasków.

Ktoś pytał, czy wójtowie zabiegają o środki pozabudżetowe i dlaczego zdecydowali się na budowę gimnazjum w Brzeznej, skoro niedługo zabraknie dzieci do nowych szkół w Długołęce i Gostwicy.

Na wszystkie pytania wójt miał jedną odpowiedź. Winni są autorzy czterech reform, winna jest AWS i premier Buzek. W pewnej chwili Marcinek się tak zagalopował, że wezwał ludzi, by razem z nim jechali na Warszawę.

- Co pan plecie – mitygował wójta jakiś rodzic – pojedziemy do Warszawy i co, powiemy, że my ze Stadeł?

Sala pękała ze śmiechu, a kiedy Marcinek powiedział, że on może odejść, nie ma problemu, ktoś podchwycił: ,Już czas”.

Ostatecznie uradzono, że na dzisiejszą sesję Rady Gminy pojedzie mocna reprezentacja Stadeł, żeby osobiście sprawdzić, co się stanie z ich ukochaną szkółką z 86 uczniami łącznie z zerówką.

Dziś w Podegrodziu odbędzie się sesja Rady Gminy, która pierwotnie miała rozstrzygnąć o przyszłości trzech szkół: w Olszance, Stadłach i Mokrej Wsi. Zarząd Gminy planował likwidację tych szkół, twierdząc, że samorządu nie stać na utrzymanie tak małych placówek. Zdecydowany opór rodziców i środowisk lokalnych sprawił, że prawdopodobnie ten punkt zupełnie spadnie z porządku obrad.

Autor artykułu: HSZ

Z wizytą u trojaczków

Wednesday, February 28th, 2001

Trzy różowe ciałka, trzy malutkie główki, trzy pary zaciśniętych piąstek, a pani Teresa bezbędnie rozpoznaje, że w środku leży Gabrysia, z lewej strony Szymuś, a z prawej Daruś. ,Krakowska” odwiedziła trojaczki państwa Teresy i Wojciecha Dawiec z Łętowego w gminie Mszana Dolna.

Pierwsza wiadomość – trojaczki chowają się wyśmienicie: mają apetyt, dużo śpią, a przede wszystkim – odpukać – nie chorują. Od porodu w szpitalu na Kopernika w Krakowie minęły już trzy tygodnie, szczęliwa mama też się czuje dobrze.

- Byłam lekko wystraszona – wpomina pani Teresa chwilę, kiedy w czwartym miesiącu ciąży, po badaniach USG, dowiedziała się, że to będzie ciąża mnoga i najpewniej urodzą się trojaczki. Poród przeszedł szczęśliwie, cesarskie cięcie, dzieci przyszły na świat po ósmiu miesiącach od poczęcia.

Dariusz ważył 2.800 gramów, Gabierla – 2.400, a Szymon – 2.300. Imiona rodzice wybierali wspólnie, w Wielkanoc wyprawią chrzciny. Z chrzestnymi nie będzie problemów, mama i tata trojaczków posiadają liczne rodzeństwo.

Państwo Dawiec mają już dwójkę dzieci, Mateusz chodzi do II klasy, w maju I Komunia św., a jasnowłosa Kinga skończyła 3 lata i ciągle się śmieje. Oni także rozróżniają rodzeństwo. Więc jest tak: Szymuś zwykle śpi, wrzeszy tylko wtedy, gdy jest głodny.

Daruś jest bardzo ruchliwy, będzie z niego rozrabiaka, a Gabrysia to po prostu księżniczka rozłożona pomiędzy braciszkami,tórych nieustannie zaczepia.

- Najgorzej, gdy wszystkie naraz płaczą, brakuje trzeciej ręki – uśmiecha się mama. Na szczęście w pobliżu są bratowe, które chętnie pomagają położnicy.

,Krakowska” zastała tatę trojaczków na podwórku, gdzie pracował przy drewnie: błazeria albo listwy podłogowe.

- Najważniejsze, że dzieci zdrowe – mówi pan Wojciech. – Skoro Pan Bóg dał trojaczki to da i na trojaczki.

Rodzinka nie należy do biednych, ale też nie są to bogacze.

- Porządni, pracowici ludzie – ocenia sołtys Łętowego, Kazimierz Pajdo, który powiódł reporetra ,Krakowskiej” przez zaśnieżone drogi pod ten biały dom. Spodziewali się trzeciego dziecka, mają już piątkę i od 3 lutego 2001 roku to już bardzo poważna wielodzietna rodzina.

Tata pracuje w ekipie szwagra na krakowskich budowlach. Głowa rodziny, jest murarzem z zawodu. Pan Wojciech, 26 lat, mówi że teraz będzie się musiał przyłożyć do roboty, gdyż wydatków nie zabraknie.

Pani Teresa sprzedawała w sklepie w Mszanie Dolnej. W grudniu, gdy leżała w szpitalu, pryncypał przywiózł do domu wypowiedzenie i świadectwo pracy. Takie czasy – kapitalizm, matka trojaczków pewnie nie byłaby dyspozycyjna. Na szczęście samorządowcy stanęli na wysokości zadania.

Z okazji urodzin trojaczków gmina Mszana Dolna ufundowała rodzicom Gabrysi, Szymusia i Darusia meblościankę, a wicewójt Tadeusz Patalita z własnych pieniędzy zasponsorował pralkę automatyczną.

- To już drugie trojaczki w naszej gminie – cieszy się Patalita. – W zeszłym roku urodziły się trojaczki w Mszanie Górnej, mają już ponad rok, a to oznacza że nasza gmina jest prężna i rozwojowa.

Autor artykułu: HSZ

Nagroda im. Kazimierza Wyki dla Marii Janion

Wednesday, February 28th, 2001

- Moja postawa wobec Krakowa jest w ogromnym stopniu nacechowana zawiścią i zazdrością. Zazdrością, że Wy sobie tutaj piszecie limeryki, a nie widziałam, aby ktoś je pisywał w stolicy. Zawiścią, bo jestem osobą wygnaną z Wilna i osadzoną w zniszczonej wszechstronnie Warszawie, której, muszę powiedzieć nie lubię, jako miasta bez duszy. Kiedy mówiłam o tym, profesor Żmigrodzka ripostowała, ,Cóż ona temu winna”. Ale to kryterium, które nie zawsze mi odpowiada. Teraz, dzięki temu, że Henryk Markiewicz, mój od lat najdroższy przyjaciel, napisał tak wspaniały limeryk na moją cześć, czuję, że jestem obywatelką Krakowa – powiedziała wzruszona laureatka.

- Wyrażam radość, że nagrodę otrzymała osoba tak znakomita, której miejsce na mapie humanistyki polskiej XX wieku jest bardzo wyraziste i znaczące i że możemy Ją gościć pod Wawelem – zwrócił się do prof. Marii Janion w imieniu jury Jan Pieszczachowicz. Przypomniał też, że nagroda przyznawana jest od 1980 r. za znaczące osiągnięcia w dziedzinie krytyki eseistyki literackiej i artystycznej oraz historii literatury. Dotychczasowymi laureatami nagrody im. Kaziemierza Wyki byli m.in. Jerzy Kwiatkowski, Jan Błoński, Franciszek Ziejka, Jerzy Jarzębski, Stanisław Balbus, Zbigniew Herbert, Włodzimierz Maciąg, Mieczysław Porębski, Jacek Łukasiewicz, Marian Stala i Tadeusz Nyczek.

- Nagradzamy tych, którzy naprawdę na to zasługują, a wśród laureatów mamy nie tylko krakowian. Zaś dorobek pani profesor jest tak oczywisty i wszechstronny, że nagroda jest jedynym i sprawiedliwym wyjściem – dodał Jan Pieszczachowicz.

Profesor Maria Janion jest, w gronie laureatów, pierwszą kobietą. Jako pierwsza też, jak zauważył prof. Stanisław Balbus, odbierając wyróżnienie z rąk Marka Nawary, Marszałka Województwa Małopolskiego, mówiła nie o sobie, a o Kazimierzu Wyce, dając piękny dowód pamięci o znakomitym patronie nagrody.

Zdaniem prof. Henryka Markiewicza, wygłaszającego laudację na cześć laureatki, prof. Maria Janion ,jest dziś najwybitniejszą badaczką największej epoki literatury polskiej: Romantyzmu. Rozpatrywała ją najczęściej w różnych przekrojach problemowych, takich jak mit powstańczy, historyzm, wizje średniowiecza i przyrody, filozofia zła, kondycja kobiety, fantastyka grozy, dziedziny marzenia sennego. A więc zarówno w wymiarach historycznych i politycznych jak też egzystencjalnych i metafizycznych”.

Wykłady i seminaria prof. Marii Janion przyciągają i fascynują studentów i młodych pracowników nauki.

- W Krakowie staje się już zwyczajem, że laudacji uroczystej towarzyszy jej półżartobliwy suplement – parafraza limeryczna. Tym razem jednak nie będzie to limeryk, lecz limerykoid, gdyż w pięciu wersach nie sposób pomieścić Marię Janion – zakończył swe przemówienie prof. Henryk Markiewicz:

Sławna wszędzie Maria Janion

Swej charyzmy epifanią

W narodowej kadzi bełta

Frenetyczna hermeneut(k)a

Więc ją czytać wielu manią

Zna transgresji fantazmaty

A do wieszczów gada na ty

W chemii słowa zawsze anion

A Państwo pewnie pamiętać raczą

Że anion w górę idący znaczy.

Wznosząc toast za laureatkę marszałek Marek Nawara wyraził nadzieję, że jako członkini jury Maria Janion będzie teraz częstszym gościem w naszym mieście.

Autor artykułu: Maria ZIEMIANIN

Raport z granicy

Wednesday, February 28th, 2001

Sporo pracy mieli ostatnio funkcjonariusze Karpackiego Oddziału Straży Granicznej. Wiele osób chcących przekroczyć granicę legitymowało się podrobionymi paszportami. Zdarzały się również ,wybrakowane” dokumenty.

W Niedzicy funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, który usiłował przekroczyć granicę wbrew przepisom. Chcąc wyjechać z Polski do Słowacji przedstawił do kontroli granicznej własny, ale przerobiony paszport. Dokonano w nim wymiany dwóch kartek. Dokument został zatrzymany na granicy, natomiast przeciwko mężczyźnie wszczęto postępowanie przygotowawcze.

- Pogranicznicy z przejścia w Piwnicznej zatrzymali mężczyznę usiłującego przekroczyć granicę wbrew przepisom – poinformowała Barbara Tokarczyk, rzecznik prasowy komendanta KOSG w Nowym Sączu. – Mężczyzna do kontroli
granicznej przedstawił paszport, w którym usunięto cztery kartki. Dokument zatrzymano.

Funkcjonariusze Kompanii Odwodowej zatrzymali we Florynce obywatelkę
Ukrainy. Na podstawie dokumentów stwierdzono, że nie powinna przebywać na terytorium Polski. Decyzją Wojewody Małopolskiego kobieta została zobowiązana do opuszczenia naszego kraju.

Kilka dni temu, na podstawie decyzji Wojewody Lubuskiego przez przejście graniczne Chyżne wydalono z Polski obywatelkę Bułgarii. Kobieta przebywała na
terytorium RP znacznie dłużej niż zezwalają na to przepisy ustawy o cudzoziemcach. Poza tym Bułgarka pracowała nie posiadając stosownego zezwolenia.

Wspólne działania KOSG z policją doprowadziły natomiast do zatrzymania: mężczyzny za prowadzenie pojazdu pomimo zakazu wydanego przez sąd, poszukiwanego listem gończym przez prokuraturę, obywatela Ukrainy za przemyt 610 paczek papierosów i spirytusu. Miał on ponadto przy sobie 78 opakowań środków odurzających po 440 sztuk w każdym. Towar został zabezpieczony.

Ważnego odkrycia dokonał również kontroler lotniczego przejścia granicznego Kraków-Balice podczas odprawy samolotu rejsowego do Wiednia. Ujawnił próbę przemytu obrazu przez obywatelkę Francji.

- W bagażu podręcznym kobiety ujawniono obraz przedstawiający postać świętego Archanioła Gabriela zakupiony w sklepie DESA w Krakowie za tysiąc trzysta złotych – dodaje Barbara Tokarczyk. – Widniała na nim pieczęć informująca o zakazie wywozu tego przedmiotu za granicę. Obraz zatrzymano.

Autor artykułu: olsz

ZNP postuluje wyrównanie nauczycielskich pensji

Wednesday, February 28th, 2001

Za dwa tygodnie Związek Nauczycielstwa Polskiego chce złożyć w Sejmie projekt ustawy wprowadzającej zmiany do Karty Nauczyciela. Najważniejszą z nich byłoby ustalanie wysokości nauczycielskiej pensji przez Ministerstwo Edukacji, nie władze gmin.

Obecnie ustalona jest odgórnie tylko zasadnicza część pensji nauczyciela na odpowiednim stopniu specjalizacji. Stanowi ona 66-67 proc. jego poborów. Reszta to dodatki: motywacyjne, funkcyjne, za dodatkowe godziny i trudne warunki pracy. Ich wysokość ustalają gminy, co powoduje, że nauczyciele z różnych szkół dostają różne pensje za tę samą pracę. Postulat ZNP, pod którym podpisało się już 300 tys. osób, proponuje, by całość nauczycielskiego pensum ustalana była w Ministerstwie Edukacji. Samorządy zachowałyby jednak możliwość wpływania na wysokość dodatku motywacyjnego.

- Płyną z tego projektu dwie korzyści – mówi szef małopolskiego ZNP Andrzej Ujejski. – Po pierwsze pensje byłyby bardziej wyrównane, a jeśli samorządy miałyby pieniądze na większe dodatki motywacyjne, mogłyby je doszacować. Po drugie, w ten sposób ministerstwo musiałoby zabezpieczyć pieniądze na płace dla nauczycieli. Wiadomo, że do dziś się to nie stało: niektóre gminy dostały mniej funduszy na podwyżki gwarantowane Kartą Nauczyciela, inne więcej, a żadna pełnej kwoty. Toteż dodatki ustalane są na bardzo różnym poziomie. A to nie powinno zależeć od samorządowego ,widzimisię”. Na przykład Bochnia, która ma problemy finansowe, nie wypłaciła wyrównań i nic sobie z tego nie robi. W przypadku kwoty ustalonej odgórnie nie mogłoby dojść do takiej sytuacji.

- To pomysł wart rozważenia – mówi małopolski kurator oświaty Jerzy Lackowski. – Ale ja namawiałbym do uproszczenia systemu naliczania płac dla nauczycieli. Myślę, że powinno się podwyższyć pensję zasadniczą i zostawić tylko dwa dodatki: funkcyjny i stażowy. Wysokość poborów ustalona byłaby jednak w widełkach, aby pozostawić możliwość zróżnicowania płac dla bardziej i mniej efektywnych nauczycieli.

Autor artykułu: MP

Podejrzany o korupcję

Tuesday, February 27th, 2001

Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła posłowi AWS z Libiąża Kazimierzowi Poznańskiemu zarzut korupcji. Wczoraj poseł został wezwany do prokuratury. Według prokuratorskich ustaleń, K. Poznański wiosną ubiegłego roku miał proponować osobie pełniącej obowiązki dyrektora jednego z Urzędów Skarbowych w Małopolsce, objęcie funkcji szefa tego urzędu w zamian za znalezienie firm, które wpłaciłyby pieniądze na rzecz reprezentowanej przez niego partii.

Chodziło o wpłatę na kampanię AWS kwot rzędu 50-100 tysięcy złotych. Rozmowę z posłem urzędniczka nagrała na magnetofonie. Przeprowadzona ekspertyza potwierdziła autentyczność taśm. Prokuratura nie mogła jednak postawić posłowi zarzutów ani też przesłuchać go w charakterze podejrzanego, ponieważ chronił go immunitet. Dopiero w grudniu ubiegłego roku Poznański zrezygnował z immunitetu. Teraz będzie odpowiadał z art. 230 kodeksu karnego, który mówi: ,Kto powołując się na swoje wpływy w instytucji państwowej (…) podejmuje się pośrednictwa w załatwianiu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

W trakcie prowadzonego przez prokuraturę śledztwa przesłuchano niektórych polityków. Zeznania złożył m.in. wojewoda małopolski Ryszard Masłowski oraz poseł Andrzej Szkaradek z AWS.

Ostatnio poseł Poznański uczestniczył, jak informowaliśmy wczoraj, w sesji Rady Miejskiej Libiąża (oprócz mandatu posła sprawuje także funkcję radnego). Nie udzielił jednak żadnych dodatkowych wyjaśnień dotyczących tej sprawy, mimo nalegań przewodniczącego Rady. Przypomniał jedynie, że w grudniu zrezygnował z immunitetu.

- Sprawa jest raczej nieprzyjemna. Z pewnością nie przynosi to chwały naszemu miastu. No cóż, pozostaje nam czekać na wyrok – powiedział nam poproszony o komentarz wiceburmistrz Libiąża, Jacek Latko.

Z kolei Eugeniusz Rembiecha z klubu radnych AWS w libiąskiej Radzie, do którego należy poseł, nie krył zaskoczenia. – Nic o tym nie słyszałem. O zarzutach prokuratury po raz pierwszy dowiaduję się od pani. Jest to dla mnie zaskoczeniem. Myślę, że musimy czekać na wyrok. Na razie nie wiem, jakie będzie stanowisko klubu w tej sprawie. Jutro mamy posiedzenie klubowe dotyczące budżetu gminy. Sądzę, że ten temat zostanie wówczas poruszony – stwierdził radny Rembiecha.

Wczoraj nie udało nam się dodzwonić do Stanisława Garlacza, który zastępuje posła na stanowisku szefa klubu AWS w libiąskiej Radzie. Milczał także telefon komórkowy posła.

Autor artykułu: AF

Bractwo kinoholików

Tuesday, February 27th, 2001

Wprawdzie nikt nie prowadzi badań naukowych nad nałogiem zwanym kinoholizmem, jednak w kinoteatrze ARS pomyślano o tych, których opanował ten zgubny nałóg. Od dziś jednak będą mogli rozwijać go twórczo, wstępując do działającego przy ul. św. Jana Bractwa Kinoholików.

Kinoholik to taki niereformowalny gatunek człowieka, który nie może żyć bez kina. Zrobi wszystko, by zobaczyć interesujący film dobrego reżysera. Niegdyś chadzał na wszystkie seanse DKF-ów, które jednak umarły śmiercią naturalną. Dziś jest stałym bywalcem Tajemniczych Pokazów Specjalnych, które od kilku lat odbywają się w piątkowe wieczory w ARS-ie. Typowy kinoholik wyda ostatnią złotówką, by móc rozkoszować się mrokiem, który zapada tuż przed rozpoczęciem projekcji. By jego dzieci, z powodu nałogu rodzica, nie marły z głodu, towarzystwo postanowiło go wspomóc.

Otóż przynależność do Bractwa Kinoholików daje pewne przywileje. Kinoholicy mogą kupować bilety do ARS-u ze zniżką. Poza tym tańsze są dla nich wizyty barach kinowych, a także mogą brać udział w losowaniu pięciu zaproszeń na każdą premierę. Rabat też dostaną w wybranych księgarniach i sklepach. Poza tym najaktywniejsi członkowie Bractwa będą za darmo uczestniczyli w specjalnych seansach filmowych organizowanych raz w miesiącu.

Istnieją dwie możliwości zostania oficjalnym kinoholikiem. Można nabyć kartę członkowską w cenie dwóch biletów do kina, albo odebrać w kasie ARS-u kartę kandydacką, która po wypełnieniu oraz zebraniu odpowiedniej ilości punktów – nabytych dzięki częstemu bywaniu w kinie – daje szansę na to niewątpliwe wyróżnienie.

- Niektórzy twierdzą, że kinoholik to kinoman do kwadratu. Jest nałogowcem. Nie można jednak jego nałogu porównać z telemaniactwem, alkoholizmem czy pracoholizmem. To jedyny znany nałóg godzien pochwały, a może nawet podziwu czy wręcz zazdrości. Kinoholik na ogół jest człowiekiem szukającym prawdy o świecie, wykształconym i wciąż pogłębiającym swą wiedzę. Interesuje się także literaturą i innymi rodzajami sztuki. Ma duże poczucie humoru. Dobrze czuje się w grupie. Z przyjemnością ogląda po kilka razy ulubione filmy – twierdzą pomysłodawcy Bractwa.

Autor artykułu: MSZ

Czytelne Signalco

Tuesday, February 27th, 2001

Krakowska Izba Budowlana przyznała swoje, kolejne już, ,Świadectwo wiarygodności”. Dokument odebrał z rąk przewodniczącego kapituły, rektora Politechniki Krakowskiej, prof. dr Kazimierza Flagi – prezes spółki Signalco Ltd z Krakowa Krzysztof Pierzchała.

- Nie ukrywam, że mieliśmy pewien kłopot – stwierdza prof. Kazimierz Flaga. – Dbając o obraz świadectwa i Izby, musimy unikać choćby cienia podejrzeń, że w jury, albo w składzie kapituły, są znajomi szefa analizowanej firmy. Tymczasem, Krzysztof Pierzchała jest prezesem Krakowskiej Izby Budowlanej, postacią szeroko znaną i cenioną w całym środowisku. Jestem głęboko przekonany, że udało nam się jednak uniknąć wszelkich pułapek, jakie ta sytuacja mogła zrodzić.

- Zasadą zespołu ekspertów – mówi drektor biura Izby, a zarazem sekretarz kapituły, Wacław Drohobycki – jest absolutna bezstronność, a analizy jury i oceny kapituły, są jasne i całkowicie przejrzyste. Tak dobraliśmy skład komisji ekspertów, by uniknąć podejrzeń o stronniczość. Nie było jednak dla nas zaskoczeniem, że oceny były bardzo wysokie.

Signalco Ltd to przedsiębiorstwo specjalizujące się w tworzeniu nowoczesnych rozwiązań techniki drogowej – szczególnie w dostawie i montażu barier drogowych, ekranów przeciwakustycznych, przepustów drogowych, czy siatek zabezpieczających osuwiska. Specjalizuje się też w produkcji i montażu znaków drogowych – od znaków konwencjonalnych, po ogromnie wyrafinowane, sterowane komputerowo urządzenia informujące o aktualnym stanie drogi, ewentualnych zagrożeniach czy prędkości poruszających się pojazdów.

Firma ma kilka własnych patentów a od jakiegoś czasu ściśle współpracuje z Optimusem na polu elektronicznych urządzeń bezpieczeństwa i sterowania ruchem.

- Przedsiębiorstwo powstało w 1991 roku z francuskiej inspiracji – przyznaje Krzysztof Pierzchała. – Znana firma La Croix próbowała wespół z nami zawojować polski rynek nowoczesnymi, elektronicznymi, urządzeniami do sterowania ruchem na autostradach, bo poważnie wzięła rządowe deklaracje o naszym programie budowy sieci nowoczesnch tras tranzytowach. Wkrótce jednak okazało się, że na to za wcześnie i kontrahenci wycofali się. Był, to jak się okazało, oczywisty błąd, czego dowodzą choćby zeszłoroczne wyniki firmy. To prawda, że na efekty trzeba było czekać dziesięć lat, ale myślę, że czekać było warto.

Jakość naszej pracy wreszcie została na rynku doceniona a co najważniejsze proponowane przez nas rozwiązania w dziedzinie elektroniki stały się obecnie naszym drogowcom rzeczywiście niezbędne.

Autor artykułu: rtk

Mistrz Małysz

Saturday, February 24th, 2001

Ziściły się oczekiwania kibiców w naszym kraju. W ich oczach Adam Małysz uchodził za faworyta konkursu skoków podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym, jakie odbywają się w fińskim Lahti.

Na dużej skoczni Polak musiał uznać wyższość Niemca Martina Schmitta. Na średniej (K-90) Adam był już bezkonkurencyjny, w drugim skoku nokautując swego rywala.

Skoczkom w konkursie, który odbywał się przy świetle elektrycznym przeszkadzał wiatr, ale najlepsi startowali w podobnych warunkach. W pierwszej serii długo najlepszy był wynik Austriaka Martina Hoellwartha, który skoczył 88,5 metra. Nie przeskoczył go faworyt gospodarzy – Fin Janne Ahonen – 86 metrów. Startujący zaraz po nim mistrz świata z Lahti z dużej skoczni – Niemiec Martin Schmitt poszybował na 91,5 metra – to robiło wrażenie. Co zrobi Małysz? Odległość jego skoku nie była rewelacyjna, ale przyzwoita – wylądował na 89,5 metra i dało mu to dugie miejsce. Do Niemca tracił 6 punktów. Nieźle poczynał sobie inny z naszych reprezentantów – Wojciech Skupień który po skoku na 84,5 m był dziesiąty, 27. zaś Marcin Bachleda, który uzyskał 78,5 m.

Emocje rosły z każdym skokiem w drugiej serii. Długo prowadził Japończyk Masahiko Harada, który pofrunął aż na 94 metr. Skupień nie poprawił swej pozycji oddając podobny skok do pierwszego. Hoellwarth skoczył tyle samo co w pierwszej próbie. I wreszcie Adam. Wybił się wysoko, leciał, leciał i wylądował na 98 metrze! Poprzeczka dla Schmitta została zawieszona bardzo wysoko – musiał oddać skok w granicach 95 – 96 m by wygrać. Lądował na 90. Wszystko stało się jasne. Małysz mistrzem świata z notą łączną lepszą o 13 punktów od Schmitta!

Wyniki konkursu skoków na średniej skoczni: 1. Adam Małysz (Polska) 246 pkt – (89,5 i 98 m), 2. Martin Schmitt (Niemcy) – 233,0 (91,5 i 90), 3. Martin Hoellwarth (Austria) – 223,0 (88,5 i 88,5), 4. Stefan Horngacher (Austria) – 219,0 (86,5 i 89,0), 5. Masahiko Harada (Japonia) 217,5 (81 i 94), 6. Andreas Goldberger (Austria) – 216,5 (80,5 i 93,5), 6. Janne Ahonen (Finlandia) – 216,5 (86 i 87,5), 8. Noriaki Kasai (Japonia) – 215,5 (80,5 i 92,5), 9. Matti Hautamaeki (Finlandia) – 214,0 (82 i 92), 10.Ville Kantee (Finlandia) – 212,5 (85,5 i 87,5)… 15. Wojciech Skupień 201,0 (84,5 i 84), 26. Marcin Bachleda 173,0 (78,5 i 77,5).

Na oczach premiera

Od początku w sukces polskiego skoczka wierzył premier Jerzy Buzek, który od piątku przebywa w Lahti.

- To była najpiękniejsza reżyseria – powiedział premier Buzek tuż po zakończeniu konkursu. – Po pierwszej serii było drugie miejsce, dla nas dopiero, bo liczyliśmy przecież na więcej. Potem był jednak ten wspaniały skok w drugiej serii, który przypieczętował ten prosty fakt, że to jest najlepszy w tej chwili skoczek na świecie.

Senat na kilka minut przerwał głosowanie nad poprawkami do budżetu na 2001 rok, aby obejrzeć relację z konkursu skoków narciarskich i skok Adama Małysza.

Okrzykami ,hura”, owacją i oklaskami zgromadzeni w holu przed telewizorem senatorowie przyjęli skok Małysza dający mu mistrzostwo świata na średniej skoczni (K-90). Następnie senatorowie wrócili na salę obrad i przystąpili do dalszych głosowań.

Dzisiaj w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Lahti, odbędą się zawody w kombinacji norweskiej oraz drużynowy konkurs skoków na dużej skoczni (przełożony ze środy).

Program MŚ na sobotę – 24 lutego: 10.00 – kombinacja, skoki (K116), 14.00 – kombinacja, bieg 7,5 km 15.30 – drużynowy konkurs skoków (K116). Startuje czterech Polaków: Małysz, Mateja, Skupień i Pochwała – liczy się wynik całej drużyny.

Autor artykułu: Żuk