Archive for January, 2001

Spokojna granica

Wednesday, January 31st, 2001

Komendant Karpackiego Oddziału Straży Granicznej płk Mirosław Hakiel przedstawił wczoraj dziennikarzom efekty ubiegłorocznych wysiłków w strzeżeniu południowej granicy, a także unowocześnianiu wyposażenia. Mówił również o tegorocznych planach.

- Miniony rok był okresem unowocześniania oddziału zarówno w zakresie poprawy bazy jak też wprowadzania nowoczesnych systemów łączności i odpowiadającego standardom światowym sprzętu – informuje płk Mirosław Hakiel. – W Nowym Sączu zrezygnowano z użytkowania bardzo nieekologicznej kotłowni i koszary podłączno do ciepłowni miejskiej.

Modernizacji doczekał się budynek na Palenicy Białczańskiej służący dla przejścia granicznego Łysa Polana. Uruchomionych zostało 5 stacji radioprzemiennikowych, dzięki którym patrole mają łączność radiową z prawie każdego punktu granicy.

Oddział zyskał śmigłowiec ze specjalistycznym wyposażeniem i odpowiadający najwyższym standardom światowym bezzałogowy pojazd do kontroli granicy. Bardzo przydatne są zakupione urządzenia noktowizyjne i środki transportu. Najważniejsi są jednak ludzie.

A ci są co raz lepiej przygotowani do pełnienia trudniej i odpowiedzialnej służby. Zatrudnieni są oficerowie z przygotowaniem lingwistycznym słowackiego, włoskiego, rosyjskiego oraz francuskiego, zaś angielskim w podstawowym zakresie już potrafi posługiwać się większość funkcjonariuszy.

- Nakłady na ochronę granicy warto zwiększać nie tylko z powodu zwiększonej ilości udaremnianych prób nielegalnego jej przekraczania – wyjaśniają zastępcy komendanta płk Sławomir Życzkowski i płk Wojciech Szczygieł. – W ubiegłym roku na zielonej granicy ujęto 650 osób, a na przejściach granicznych zatrzymano prawie 200 osób ze sfałszowanymi dokumentami.

Prawie 450 innych nielegalnych imigrantów ujawniono podczas specjalnych akcji kontrolnych na terenie Polski. Tzw. szlak rumuński przestał funkcjonować jako spontaniczna migracja, a stał się specjalistycznie rozkręcanym interesem przestępczym i obejmuje także obywateli Bułgarii.

Wiedzie przez rejony Muszyny, Piwnicznej, Chyżnego i Piwnicznej. Bardzo znaczne są efekty wykrywania przemytu. W 2000 roku zatrzymano towary warte około 1 mln zł, dewizy i dzieła sztuki o wartości szacowanej na 230 tys. zł, zaś alkohol kosztujący po słowackiej stronie równowartość 80 tys. zł.

Autor artykułu: sś

Wszystko o Unii Europejskiej

Wednesday, January 31st, 2001

Ekipa Gimnazjum w Krynicy wystartowała w eliminacjach do turnieju telewizyjnego ,EURO QUIZ”. Młodzież pokonuje kolejne etapy i są coraz bliżej wielkiego finału.

W kierowanym przez dyrektor Janinę Twardosz Gimnazjum w Krynicy uczy się około 600 dziewcząt i chłopców. Młodzi kryniczanie, zainspirowani przez nauczyciela Zbigniewa Gradowskiego, postanowili sprawdzić swą wiedzę o historii, współczesności i planach rozwoju Unii Europejskiej.

Swój akces zgłosili do organizowanego przez program drugi Telewizji Polskiej teleturnieju szkół mającego nazwę ,EURO QUIZ”. W szkolnej ekipie znaleźli się: Sebastian Frączek, Tomasz Hopej i Tomasz Porzycki z kl. IId, a jako rezerwowa Małgorzata Gradowska z kl. IIc.

Młodzi kryniczanie niczym huragan przeszli przez kolejne etapy regionalne konkursu i jako jedyna ekipa z terenów byłego województwa nowosądeckiego znaleźli się w szerokich eliminacjach centralnych.

W ostatnim dniu stycznia stanęli w konkursowe szranki w studiu telewizyjnym w stolicy. Tam zajęli drugie miejsce i przypisane im cenne nagrody.

Ważne jest jednak to, że zyskali także prawo do dalszej walki o udział w ścisłym finale i główne nagrody. Te są wyjątkowo atrakcyjne.

Ekipy, które zmierzą się w finale, pojadą na 7-dniową wycieczkę do Brukseli oraz otrzymają na ten wyjazd kieszonkowe. Bardzo dużo do zyskania mają także cztery szkoły, których reprezentacje zmierzą się w ostatnim etapie eliminacji.

Dla wszystkich przygotowano kompletne wyposażenie pracowni informatycznych według standardów Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Autor artykułu: sś

Wirus u bram – już są pierwsi chorzy

Wednesday, January 31st, 2001

Lekarze w Małopolsce przyjmują coraz więcej chorych z objawami typowymi dla grypy. Tak pediatrzy diagnozują blisko połowę gorączkujących dzieci.

Epidemiolodzy na razie uspokajają – nie ma żadnych dowodów, że to grypa. Już od paru tygodni warszawskie laboratorium Światowej Organizacji Zdrowia bada materiał pobrany od pacjentów. Ale wirusa w nim nie znaleziono.

Tymczasem doniesienia o masowych zachorowaniach docierają ze Słowacji, Czech i Białorusi. Infekcja ma ciężki przebieg, wiele osób trafiło do szpitali.

- Na razie nie ma podstaw do zaniepokojenia. W naszym kraju wzrost zachorowań jest minimalny. Te dane pochodzą od lekarzy, którzy tak diagnozują pacjentów na podstawie występujących objawów. By uznać, że grypa rzeczywiście nadeszła, musimy laboratoryjnie potwierdzić obecność wirusa w pobranym od chorych materiale. Od kilku tygodni przeprowadzamy analizy, ale wciąż z ujemnym skutkiem – powiedziała ,Gazecie” prof. Lidia Brydak z Krajowego Ośrodka ds. Grypy WHO.
Lekarze uznali, że na grypę zachorowało do tej pory w Polsce 99 tys. 834 osoby. Od 16 do 22 stycznia przybyło ich 19 tys. W Małopolsce ten sam tydzień przyniósł 283 nowe przypadki.

- Nie tylko można, ale należy się jeszcze zaszczepić. Przeciwciała powstają już po siedmiu dniach od podania szczepionki – apeluje prof. Brydak. – Jest wystarczająca ilość szczepionek w hurtowniach, dziwię się, że niektórzy aptekarze odsyłają ludzi z kwitkiem. A takie informacje niestety do nas dotarły.

Natomiast w państwach graniczących z Polską grypa stała się już poważnym problemem. Masowe zachorowania odnotowano w Czechach i na Słowacji. Infekcja szerzy się w południowo-wschodniej Białorusi. Najtrudniejsza sytuacja jest w Homlu, gdzie zawieszono zajęcia w szkołach. Na razie najmniej zachorowań mają graniczące z Polską obwody – grodzieński i brzeski. Grypa dotarła też do Rosji, w obwodzie kaliningradzkim zamknięto część szkół i przedszkoli. Na grypę zapadło tu już o 60 proc. więcej dzieci niż w ubiegłym roku.

Autor artykułu: KaK

Małopolska mało bezpieczna

Wednesday, January 31st, 2001

W ubiegłym roku, statystycznie rzecz biorąc codziennie popełniano w Małopolsce 260 przestępstw. Ponad 95 tys. w ciągu 12 miesięcy. Oznacza to blisko 19-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem 1999 i daje nam mało zaszczytne szóste miejsce w skali kraju, zaś pod względem dynamiki wzrostu przestępczości zajmujemy miejsce czwarte.

Można się pocieszać, że przestępczość rośnie w całym kraju, więc Małopolska nie jest wyjątkiem, ale trzeba się martwić, że są w naszym województwie takie rejony, gdzie wzrost przestępczości dwukrotnie przekracza ogólnowojewódzką normę. Najwyższą dynamikę w tej kategorii wykazuje Dąbrowa Tarnowska – wskaźnik 149, Miechów – 138,4 oraz Proszowice – 137,7.

W kategorii przestępstw najcięższych, czyli zabójstw, bandyckie dokonania są spore – 59 zabójstw, czyli o 14 więcej niż przed rokiem. Do tego 211 zgwałceń, 1060 bójek i pobić, 4659 wymuszeń rozbójniczych i rozbojów. Dla uspokojenia – dorównujące nam wielkością województwa: śląskie, dolnośląskie, pomorskie i zachodniopomorskie są jednak bardziej niebezpieczne, zaś wzrost przestępczości zaowocował wzrostem o 2,5 tys. liczby zatrzymanych na gorącym uczynku przestępców kryminalnych. Pod tym względem zajmujemy pierwsze miejsce w kraju. To efekt większej liczby patroli i faktu, że dzielnicowi 60 proc. swojego czasu służby spędzają obecnie w terenie a nie za biurkiem. Oni właśnie ujawnili o 40 proc. więcej przestępstw niż w roku ubiegłym.

Szczególnie uciążliwe są dla ludzi kradzieże i kradzieże z włamaniem. W tej drugiej kategorii odnotowano 26 500 przestępstw, a do tego 22 242 kradzieże. Odwołując się do wskaźników statystycznych, zagrożenie przestępczością na 100 tys. mieszkańców wynoszące w Polsce 3277, w Małopolsce sięga 2968.

W kategorii przestępstw gospodarczych wskaźnik liczby przestępstw stwierdzonych osiągnął 137,3 proc., a dynamika wzrostu oszustw gospodarczych doszła do 350 proc. Paradoks, ale ów wzrost świadczy o coraz lepszej pracy policji, tym bardziej że wskaźnik wykrywalności zarówno przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, jak i przestępstw gospodarczych w Małopolsce przekroczył średnią krajową.

Wskaźnik wykrywalności poprawił się niemal we wszystkich kategoriach, z wyjątkiem rozbojów i wymuszeń rozbójniczych – spadek o 5,5 proc. oraz w kategorii kradzieży.

W ocenie komendanta wojewódzkiego Policji mł. insp. Eugeniusza Szczerbaka najlepszą wykrywalnością pochwalić się mogą policjanci z KPP w Limanowej – 71,2 proc., Gorlicach – 70,1 proc. oraz Suchej Beskidzkiej – 65,2 proc. Natomiast w porównaniu do roku 1999 najwyższy wzrost wykrywalności zanotowała Komenda Miejska Policji w Tarnowie – o 10,9 proc., Komenda Powiatowa w Myślenicach – 10,3 proc. i Gorlicach – o 9 proc.
Nadal blisko 51 proc. przestępstw stwierdzonych popełnianych jest w Krakowie. Komendant Szczerbak zapowiada, i to już od lutego, zdecydowaną akcję przeciwko pięciu najcięższym kategoriom przestępstw w ramach ogólnopolskiego programu 17 x 5.

- Na początek program obejmie miasta wojewódzkie, jeśli się sprawdzi w ciągu pół roku wdrożony zostanie również w innych miastach – zapowiedział w trakcie wczorajszej wizyty w Krakowie zastępca komendanta głównego nadinspektor Ireneusz Wachowski.
Cóż, wypada wierzyć, że tak właśnie się stanie.

Autor artykułu: mik

Mysza za burtą

Tuesday, January 30th, 2001

Na wczorajszej sesji radni gminy Jodłownik odwołali wójta gminy Jana Myszę. Za głosowało 14. Przeciw 5. Sesja ma mieć swój ciąg dalszy dzisiaj. Ma być dokonany wybór nowego wójta i jego zastępcy. Radni również chcą odwołać Alicję Dyląg z zajmowanego stanowiska sekretarza gminy.

- Sesja przebiegała bardzo spokojnie poza jednym momentem, kiedy to wójt dał się ponieść emocjom – powiedział radny Stanisław Nieczarowski. – Radni stwierdzili, że wójt nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Nie reprezentuje właściwie gminy. Budżet gminy jest niedopracowany. W związku z tym, działając w imieniu społeczności radni podjęli uchwałę o odwołaniu wójta.

Jeden mandat jest obecnie nieobsadzony, ponieważ Alina Dyląg utraciła mandat radnego.

Autor artykułu: rm

Kolędy i suity

Monday, January 29th, 2001

Sądeczanie mieli okazję posłuchać najpiękniejszych polskich kolęd skomponowanych do śpiewu chóralnego i utworów instrumentalnych nawiązujących do tematyki bożonarodzeniowej i noworocznej.

Stowarzyszenie Civitas Christiana w Nowym Sączu słynie od dawna wieloma przedsięwzięciami w sferze kultury. Wszyscy przyzwyczaili się, że do siedziby Stowarzyszenia zawsze można wstąpić, by w galerii obejrzeć interesującą wystawę malarstwa, rzeźby lub fotografii.

Teraz Stanisław Pażucha prezes nowosądeckiego Oddziału Civitas Christiana stara się wzbogacić ofertę o imprezy muzyczne. Właśnie odbył się kolejny koncert. Przyszło tak wielu gości, że duża sala z trudem mogła ich pomieścić, a niektórzy musieli wręcz stać na korytarzu.

Najpiękniejsze polskie kolędy i pastorałki śpiewał chór bazyliki kolegiackiej św. Małgorzaty w Nowym Sączu, którym dyryguje Izabela Stanek. Akompaniował organista sądeckiej fary Kazimierz Plewa, grając tym razem na fortepianie. W koncercie zaprezentowano także utwory instrumentalne. Ich wykonawcami byli skrzypek Krzysztof Biel, a także pianista Zbigniew Szewczyk.

Autor artykułu: sś

Z nożem po kasę

Monday, January 29th, 2001

Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał wczoraj 27-letniego Leszka Sz. na karę 3 lat pozbawienia wolności za napad na jeden z kantorów wymiany walut w Czarnym Dunajcu. Napastnik był agresywny i zranił kasjerkę nożem.

Do zdarzenia doszło w październiku ubiegłego roku. Leszek Sz. pojawił się w kantorze uzbrojony w nóż. Helena B. obsługująca kasę nie miała wątpliwości co do zamiarów tego dziwnego klienta.

Mężczyzna zażądał wydania pieniędzy. W szufladzie kasy była wówczas równowartość 70 tysięcy złotych w różnych walutach. Kasjerka nie dała się zastraszyć i zaczęła się bronić. Z pomocą pospieszył jej inny pracownik kantoru Józef Cz. Kradzieży udało się zapobiec, a sprawca napadu został zatrzymany przez policję.

W szamotaninie z bandytą najpoważniejszych obrażeń doznała Helena B. Napastnik ugodził ją nożem powodując rany cięte okolic podobojczykowych, kciuka i palca. Józef Cz. wyszedł z walki z otarciami naskórka i innymi niegroźnymi obrażeniami.

Sąd Okręgowy w Nowym Sączu uznał Leszka Sz. winnym i za napaść na kantor wymierzył mu karę 3 lat pozbawienia wolności. Zdecydował się też zaliczyć mu na poczet orzeczonego wyroku okres rzeczywistego pozbawienia wolności od 13 października ubiegłego roku do 20 stycznia 2001r.

Autor artykułu: szel

Najpierw język, potem szkoła

Monday, January 29th, 2001

Wójt osiedla romskiego przy ul. Zawiszy Czarnego Antoni Mirga zebrał sporo podpisów pod petycją kierowaną na ręce prezydenta Nowego Sącza Andrzeja Czerwińskiego, w której prosi o pomoc w utworzeniu na tym osiedlu świetlicy profilaktyczno-wychowawczej. Zobowiązał się przekazać na ten cel kilkunastoarową działkę, byle tylko władze miasta wsparły tę inicjatywę.

Wystarczy pojechać na to osiedle, by nabrać pewności, że taka inwestycja pozwoli dzieciom romskim dorastać w przyzwoitych warunkach. Dziś w murowanych rozpadających się domach żyje 10 rodzin. W każdej po kilkoro dzieci. Żyją stłoczone w ciasnych pokojach, przed domem błoto.

Jedyną rozrywkę stanowi zabawa z wszędobylskimi psami, gęsią i pocieszną kozą, która zawsze chodzi swoimi drogami. Na tym osiedlu zamontowano tylko jeden kran, przy czym woda jest tylko wtedy, gdy temperatura nie spada poniżej zera.

Świetlica, o której mówi się na Zawiszy Czarnego od dawna, nie rozwiąże tych problemów. Nie takie zresztą jest jej zadanie.
- Chodzi o to, by najmłodsze dzieci mogły uczyć się języka polskiego – wyjaśnia Andrzej Burkat, nauczyciel zespołu romskich klas specjalnych w SP nr 9.

- Przez całe dziesięciolecia popełniano błąd zapisując do szkoły młodych Romów, którzy nie potrafili mówić po polsku. Trudno się więc dziwić, że często szybko rezygnowali oni z edukacji. Nie radzili sobie z nauką, bo nie rozumieli co mówi do nich nauczyciel. Poza tym często traktowane były gorzej od polskich dzieci. Sami rówieśnicy odnosili się do nich nieufnie.

W SP nr, którą ma pod swoją opieką dyrektor Zofia Basiaga, od dawna stwarza się dogodne warunki do nauki dzieciom z romskich rodzin. Te, które od małego mówiły po polsku, trafiają do klas łączonych, pozostałe uczą się w klasach romskich.

- Rodzice sami decydują, do jakiej klasy ma chodzić ich syn czy córka – podkreśla Zofia Basiaga. – Jeśli nie radzi sobie w polskiej, decydują się na przeniesienie ucznia do romskiej. Tam funkcjonuje specjalny program dostosowany do możliwości edukacyjnych ich dzieci.

Dodatkową zachętą do nauki są darmowe obiady i drugie śniadania. Życie pokazuje jednak, że czasem i to za mało. Gdy jest zimno, romscy uczniowie stawiają się na lekcje w komplecie, jednak gdy tylko przypiecze słońce, nauczyciel musi sam pojechać na osiedle, by przypomnieć im o lekcjach.

Krystyna Donga jest w szkole niemal codziennie. Jej dzieci uczestniczą w zajęciach regularnie i dobrze się sprawują. Najstarszy syn skończył podstawówkę i kontynuuje naukę w gimnazjum przy Pogotowiu Opiekuńczym.
- Moje dzieci muszą dobrze znać język kraju, w którym żyją – mówi Krystyna Donga. – Bez tego nie ma szans na pracę.

Podobnie uważa Bożena Szczerba, matka 8 dzieci. Najstarsze skończyły szkołę i założyły swoje rodziny, młodsze uczą się w ,dziewiątce”. To jednak wyjątek w romskiej rzeczywistości. Bariera językowa zniechęca do szkoły.

- Dlatego potrzebna jest świetlica – stwierdza Andrzej Burkat. – Mamy na oku barak, który można by zaadaptować. Zajęcia mogłaby prowadzić Romka, która ma maturę, skończyła też policealne studium ekonomiczne. Jeśli najmłodsze dzieci będą tutaj uczyć się polskiego, to będą miały równy start w zerówce, a potem w następnych klasach.

Jeśli miasto nas wesprze, to będzie też wsparcie fundacji pomocowych. Trzeba wreszcie rozpocząć tę pracę u podstaw, by te dzieci zyskały w końcu jakąś perspektywę na przyszłość.

Autor artykułu: Paweł SZELIGA

Wieczór Klezmerski

Sunday, January 28th, 2001

- To jest nasz czwarty gastronomiczno-rozrywkowy kombajn samowystarczalny – żartowali Elżbieta i Zbigniew Cabałowie pomysłodawcy Sądeckich Wieczorów Klezmerskich inaugurując tegoroczny bal muzyków z lokali gastronomicznych. – Sami będziemy sobie grać i sami będziemy się bawić.

Jedzenie jak zwykle podadzą kelnerzy. W restauracji ,Imperial" tym razem zjawili się z instrumentami: Bogdan Lizoń, Zbigniew Kustra, Stanisław Dziuła, Andrzej i Bogdan Chełmeccy, Jan Brzeziński, Andrzej Szpak, Stanisław Markowicz, Andrzej Faron, Jan Dąbrowski, Aleksander Zuchniak i Tadeusz Hutek. Zaś przy mikrofonie stanęła śpiewająca Joanna Piejko-Horwath.

Oczywiście popularni muzycy do zabawy zaprosili też liczne grono swych przyjaciół i znajomych.

Autor artykułu: Stanisław ŚMIERCIAK

Lekcja w muzeum

Sunday, January 28th, 2001

W sobotę w mieszczańskich wnętrzach Muzeum Marii Ritter spotkali się nauczyciele szkół podstawowych i gimnazjów z Nowego Sącza i regionu. Wzięli oni udział w kolejnych zajęciach metodycznych z dziedzictwa kulturowego regionu.

- Najpierw sami poznajemy to, co możemy pokazać naszym uczniom w ramach zajęć z tego przedmiotu – mówi Teresa Waśko, polonistka z SP nr 7 w Nowym Sączu. – Przy okazji uczymy się łączenia treści z różnych dziedzin: historii, języka polskiego, plastyki, architektury i teatru. Te warsztaty mają nam pomóc w uatrakcyjnieniu lekcji. Nasi uczniowie będą mieli możliwość lepiej poznać swoją małą ojczyznę. Nie będzie to dla nich jedynie puste hasło z podręcznika.

Autorkami programu są Maria Drożdżak (nauczycielka języka polskiego w II LO w Nowym Sączu) oraz Anna Wideł. Jest on realizowany już trzeci rok. Uczestnicy warsztatów bardzo sobie chwalą bogactwo treści i pomysłów pozwalających im odejść od schematów nauczania i aktywnie poznawać rzeczywistość, o której będą w przyszłości mówić swoim uczniom. Wielką pomocą służy dyrekcja Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, która zdecydowała się udostępnić wnętrza dla potrzeb warsztatów.

Gdy była mowa o życiu warstwy chłopskiej, nauczyciele zwiedzali sądecki skansen. O życiu mieszczaństwa dowiedzieli się sporo goszcząc w Muzeum Marii Ritter. Różnorodność kulturową regionu poznają peregrynując po całej Sądecczyźnie, zapuszczają się nawet na Podhale.

Obecność nauczycieli w muzeum pozwoli im przygotować się do oprowadzania uczniów po tych wnętrzach. W sobotę zafundowano im także pomysł na prowadzenie lekcji z teatru. Uczniowie kl. I F z II LO odegrali scenki z ,Moralności Pani Dulskiej” oraz ,Ferdydurke”. Przy okazji uczestnicy warsztatów poznali dwie skrajne postawy charakteryzujące mieszczan. Pełną hipokryzji Dulską, która stara się sztywno trzymać wpojonych jej zasad oraz bohaterkę z utworu Gombrowicza, która z owymi zasadami zrywa, jest kobietą wyzwoloną.

- Zajęcia z dziedzictwa kulturowego regionu odgrywają bardzo istotną rolę w edukacji młodzieży – podkreśla Maria Drożdżak. – Dążąc do Unii Europejskiej nie możemy bowiem zapominać, że tradycja kształtuje naszą świadomość przynależności do małej ojczyzny. Broni nas przed bezkrytycznym przejmowaniem wzorów, które są obce naszej kulturze.

Autor artykułu: szel