Archive for November, 2000

Strzelali naprawdę – napadli na niby

Wednesday, November 29th, 2000

Trzech mężczyzn podejrzanych o sfingowanie napadu na kantor wymiany walut w Tarnowie zostało zatrzymanych przez tarnowską policję. Jeden z zatrzymanych był pracownikiem kantoru.

Do ,napadu” doszło przedwczoraj. Według zeznań pracownika kantoru, tuż przed 10.00 weszło dwóch niezamaskowanych mężczyzn, którzy po oddaniu kilku strzałów, zrabowali walutę o łącznej wartości 180 tys. złotych. Przebieg napadu oraz zeznania jedynego świadka – pracownika kantoru – wzbudziły podejrzenia policji. W takich sytuacjach bowiem dochodzi do drastycznych scen, a ten napad był jakiś wyjątkowoÉ pokojowy.

- W wyniku podjętych działań, zatrzymaliśmy trzech podejrzanych mężczyzn. Dzisiaj zostaną oni doprowadzeni do sądu, policja i prokuratura będzie bowiem wnioskować o ich tymczasowe aresztowanie – mówi podinspektor Zbigniew Ostrowski, komendant Komisariatu Tarnów-Centrum. – Będziemy musieli ustalić, jaka była rola poszczególnych podejrzanych w tym przestępstwie.

Dwóch zatrzymanych mężczyzn jest mieszkańcami Tarnowa, zaś trzeci najprawdopodobniej obywatelem Ukrainy.
Sprawa ma nietypowe podłoże. Złodziejom najprawdopodobniej nie zostanie postawiony zarzut o dokonanie napadu. Dzisiaj Prokuratura Rejonowa będzie musiała zdecydować, jaki postawić podejrzanym zarzut.

Z kasy kantoru mogło zniknąć około 180 tys. złotych. Potwierdził to właściciel kantoru, który w chwili ,napadu” przebywał poza granicami kraju.

Na razie policji nie udało się odzyskać skradzionej kwoty. Twierdzą jednak, że wiedzą, gdzie może się ona znajdować. Jej odzyskanie to kwestia czasu. W ręce policji wpadła też broń. – Po kilkugodzinnych poszukiwaniach udało się nam wczoraj rano odnaleźć broń gazową, z której oddano strzały. Przestępcy wyrzucili ją do Wątoku. – Wiemy, że oddano z niej strzały. Świadczy o tym zapach gazu, jaki udało się zabezpieczyć na miejscu przestępstwa oraz łuska.

Policja nie ustaliła jeszcze, czy rzeczywiście mężczyźni podejrzani o ,napad”, podjechali pod kantor samochodem.

Autor artykułu: Mirosław KOWALSKI

Kłopotliwy kampus

Wednesday, November 29th, 2000

Rząd miał wczoraj przyjąć projekt ustawy w sprawie przyjęcia programu wieloletniego ,Budowa Kampusu 600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego”, czyli – finansowania przez budżet państwa budowy III Kampusu UJ. Ale w przedstawionej ministrom dokumentacji zabrakło m.in. tabeli wydatków zaplanowanych na najbliższe 10 lat. Projekt więc na razie odłożono.

Projekt ustawy zakłada, iż do 2010 roku, czyli planowanego terminu zakończenia tej inwestycji, z budżetu państwa trafią na jej konto 844 mln zł. Do tej pory budowę Kampusu zaliczano do tzw. inwestycji centralnych, lecz w związku z likwidacją odgórnego planowania i finansowania inwestycji, mogła utracić państwową dotację. A to w praktyce oznaczałoby jej wstrzymanie. Jednak przy okazji jubileuszu UJ udało się przekonać najwyższe władze do uznania uniwersyteckiej inwestycji za jedną z priorytetowych dla kraju i wpisania wydatków na nią do budżetu.

Dzięki temu za 10 lat Kampus może zostać w całości oddany polskiej nauce do użytku.

- Kwota, o jaką zabiegamy, to ok. 30 proc. całkowitych nakładów na szkolnictwo wyższe w Polsce, planowanych na najbliższe 10 lat. Ale to w końcu najznakomitsza uczelnia w naszym kraju i jedna z najlepszych w świecie – podkreśla poseł Kazimierz Barczyk, którego starania przyczyniły się do przyjęcia stosownej deklaracji przez rząd i to w niewiarygodnie szybkim tempie.

Teraz potrzebna jest specjalna ustawa. Jednak podczas wczorajszego posiedzenia Rady Ministrów jej gotowy projekt odłożono na bok.

- Przedstawiono projekt ustawy o przyjęciu programu, natomiast minister edukacji nie zaprezentował samego programu. Ustawa nie była też przedmiotem dyskusji Komitetu Społecznego RM – poinformowano nas w biurze prasowym rządu.

Choć przyjęcie ustawy, do której podczas dotychczasowych konsultacji między resortami nikt nie zgłosił żadnych zastrzeżeń, oddala się w czasie, w przyszłorocznym budżecie państwa zarezerwowano dla III Kampusu 54 mln zł (w tym 19 mln, których nie wykorzystano w ostatnich dwóch latach, kiedy inwestycja miała status centralnej). Pierwsze obiekty Kampusu zostaną oddane do użytku już w maju przyszłego roku.

Autor artykułu: JGH

Słowo wojewody i łańcuchy na koła

Wednesday, November 29th, 2000

Wojewoda małopolski zapewnił wczoraj, że służby odpowiedzialne za zimowe utrzymanie dróg są doskonale przygotowane i nie powinny się powtórzyć historie sprzed roku, kiedy podczas gwałtownych zadymek zablokowane zostały drogi do Tarnowa i Zakopanego. Obawy wojewody budzi natomiast stan wałów przeciwpowodziowych. W Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim spotkali się wczoraj przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za walkę ze skutkami zimy i bezpieczeństwo powodziowe.

Według zapewnień wojewody, służby drogowe w całym województwie przygotowane są na ataki zimy. Na drogach pojawi się wiele nowego sprzętu, lepsza ma być także tzw. osłona meteorologiczna umożliwiająca lepsze przewidywanie gwałtownych zmian pogody.

- Sytuacja sprzed roku nie powinna się powtórzyć. Nie może się powtórzyć – deklarował wojewoda. Zapewnił, że zarządcy najważniejszych dróg w regionie, zwłaszcza trasy nr 4 i 7, są szczególnie dobrze przygotowani do zimy. Na tej drugiej drodze, także w tym roku obowiązywał będzie nakaz używania łańcuchów.

Nakaz wprowadzony będzie także na kilku drogach wojewódzkich (m.in. na odcinku Czarna Góra-Bukowina Tatrzańska-Łysa Polana). Policja drogowa przygotowuje specjalne ekipy, które mają interweniować i pomagać w razie jakichkolwiek kłopotów w rozładowaniu ruchu czy wyznaczeniu objazdów. Przypomnijmy, że w tamtym roku autobus PKS, który utknął w korkach spowodowanych zawiejami, pokonał trasę Nowy Sącz-Kraków w 20 godzin.

Gorzej jest z przygotowaniem przeciwpowodziowym, choć i tu wojewoda zapewnił, że przygotowani jesteśmy ma wszystkie ewentualności. Okazuje się jednak, że po powodzi z r. 1997 zostało jeszcze 110 km nie naprawionych wałów. Brakuje także pieniędzy na podniesienie wałów w obrębie Krakowa. Wkrótce ukończone zostaną prace podnoszące obwałowania na odcinku od stopnia Dąbie do ujścia Rudawy, co kosztowało 27 mln zł. Drugi etap prac, od Rudawy do stopnia Kościuszko kosztować ma ok. 38 mln zł i nie ma na to pieniędzy.

Nadal nie rozwiązany jest problem gminy Uszew, zalewanej i podtapianej kilka razy w roku. Nie ma tam żadnych zabezpieczeń, sytuację ratować może budowa dwóch zbiorników retencyjnych, a na razie jedynym ratunkiem w razie zagrożeń jest szybka ewakuacja.
***
Wojewoda zapewnił wczoraj dziennikarzy, że urzędnicy odpowiedzialni za zimowe utrzymanie dróg zapewnili go, że nie powtórzą się sytuacje sprzed roku zablokowania dróg przez intensywne opady śniegu. Natura ma to do siebie, że nie da się okiełznać. Można co najwyżej łagodzić skutki jej żywiołów. Kiedy zapewniamy, że przygotowani jesteśmy na powódź tysiąclecia, przychodzi powódź dwutysiąclecia. Kiedy zapewniamy, że potrafimy przekopać zaspy 6-metrowe, wiatr nawiewa dodatkowe 30 cm. Kiedy deszcz zamienia się pod wpływem nagłego mrózu w lodową skorupę na drogach, kiedy przez kilka godzin pada intensywny śnieg, nawet pułk urzędników sobie nie poradzi i nie da się tego odczarować zapewnieniami. Panowie, więcej pokory wobec sił natury.

Autor artykułu: Maciej KWAŚNIEWSKI

Nagroda dla samorządowców

Friday, November 24th, 2000

Związek Gmin Dorzecza Górnej Raby i Krakowa zdobył II nagrodę prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Srodowiska i Gospodarki Wodnej w konkursie ,na najlepiej rozwiązaną gospodarkę wodno-ściekową na terenach wiejskich” . Nagroda premiowana jest niebagatelną kwotą 1.100 tys. zł, którą władze Związku zamierzają obrócić na kanalizację gminy Niedźwiedź.

- Wyniki konkursu ogłoszono podczas odbywających się w Poznaniu targów ekologicznych ,PolEko 2000″ – mówi prezes Zarządu ZGDGRiK Stanisław Nowacki, który odebrał dyplom z rąk wiceministra ochrony środowiska.

Do konkursu ZGDGRiK, mający siedzibę w Myślenicach, zgłosił ,Kompleksowy program utrzymania czystości wód zlewni Raby od źródeł do zapory w Dobczycach”, realizowany od 5 lat. I właśnie po to 14 gmin skrzyknęło się w 1994 pod błękitną wstęgą Raby, aby budować kanalizację, oczyszczalnie i wysypiska.

- Nagrodę przeznaczymy na kanalizację Niedźwiedzia, co pokryje ok. 15 proc. kosztów inwestycji – informuje Stanisław Nowacki.

Autor artykułu: HSZ

Echa strzelaniny w Miechowie

Friday, November 24th, 2000

W Sądzie Rejonowym dla Krakowa Śródmieścia umorzono wczoraj sprawę 21 osób, pracowników szpitala w Miechowie, oskarżonych o udział w głośnej w kraju, nielegalnej, zakończnej strzelaniną akcji protestacyjnej przeciw dyrektorowi placówki w 1998 r. Sąd uznał winę oskarżonych, ale, ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu, umorzył postępowanie na roczny okres próbny. Wszystkie osoby będą musiały zapłacić kilkusetzłotowe nawiązki na cele społeczne.

Przypomnijmy, że część pracowników szpitala św. Anny w Miechowie w październiku 1998 r. protestowała przeciw odwołaniu dyrektora Zdzisława P. i powołaniu na to stanowisko Jarosława M. 21 października 1998 r. protestujący wtargnęli do gabinetu nowego dyrektora i przemocą zmusili go do jego opuszczenia. W trakcie bójki i przepychanek,w których uczestniczyli także lekarze popierający nowego dyrektora, Jarosław M. wyciągnął posiadaną legalnie broń i oddał kilka strzałów w sufit.

Podejmując decyzję o warunkowym umorzeniu sprawy sąd kierował się faktem, iż oskarżeni zupełnie przypadkowo weszli w konflikt z prawem. Zmierzali do spokojnego rozwiązania sporu, ale w pewnym momencie zagrały emocje.

Za strzelaninę w szpitalu nie będzie także odpowiadał dyr.Jarosław M. Postępowanie w tej sprawie umorzyła kielecka prokuratura, a postanowienie to utrzymał w mocy Sąd Rejonowy w Miechowie. Sądy uznały, że dyrektor strzelał w obronie własnej.

Przyczyną konfliktu w szpitalu w Miechowie była różnica zdań w ocenie dyrektora Zdzisława P. Wojewoda kielecki (Miechów mu wówczas podlegał) odwołał dyrektora, gdyż uznał, że złamał dyscyplinę budżetową i naruszył ustawę o zamówieniach publicznych. Personel szpitala utrzymywał, że odwołany szef to menedżer, który działał dla dobra pacjentów i personelu.

Autor artykułu: woko

400 tysięcy złotych za bezpodstawne oskarżenie

Friday, November 24th, 2000

- Zamiast tych pieniędzy wolałbym normalnie żyć, jak przed laty. Bo do dziś ludzie mają mnie za mordercę i nie chcą uwierzyć w moją niewinność. Nie mogę znaleźć pracy i ułożyć sobie życia. Za moją udrękę odszkodowanie się jednak należy – twierdzi Wojciech B., którego prokuratura oskarżała o pięć zabójstw, a sądy dwóch instancji uznały za niewinnego.

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie rozpoczęły się wczoraj przesłuchiwania świadków w postępowaniu dotyczącym odszkodowania, jakiego od Skarbu Państwa domaga się 39-letni Wojciech B., który przez ponad dwa i pół roku przetrzymywany był w areszcie. Prokuratura oskarżała go, że jest seryjnym zabójcą, zwanym przez prasę ,Inkasentem”. Przed rokiem sąd prawomocnie oczyścił Wojciecha B. z zarzutów. Teraz były podsądny domaga się 350 tys. zł zadośćuczynienia za bezpodstawne oskarżenie i krzywdy moralne doznane w trakcie procesu i pobytu w areszcie oraz blisko 30 tys. zł z tytułu utraconych zarobków.

Ponieważ przed aresztowaniem w połowie 1996 roku Wojciech B. pracował dorywczo, sąd przesłuchiwał wczoraj świadków, którzy potwierdziliby wysokość jego ówczesnych zarobków. Zeznający sąsiedzi, którzy zatrudniali Wojciecha B., zapewniali sąd, że pracował on u nich na budowach, pomagał w pracach polowych, przy rozładunku węgla, a w zimie – przy odśnieżaniu. Za to otrzymywał zapłatę.

Wysokość żądanego odszkodowania prawdopodobnie zwiększy się, gdyż uzupełniane są dokumenty dotyczące kosztów obrony. Matka Wojciecha B. zeznała wczoraj, że aby opłacić adwokatów oraz koszty odwiedzin, wysyłanych do aresztu paczek i lekarstw, rodzina musiała wyprzedawać majątek. Sprzedano m. in. dwie krowy i cielaka oraz zaciągnięto pożyczki.

Przypomnijmy, że w 1994 roku w Małopolsce, prawdopodobnie seryjny morderca, poruszający się wzdłuż trasy A-4, dokonał trzech brutalnych napadów, w trakcie których zastrzelono pięć osób. Niewykryty do dziś sprawca zabił 30-letnią mieszkankę Łapczycy k. Bochni i jej 8-letniego syna, starsze małżeństwo z Pilzna i mieszkankę Morawicy. Na miejscu zabójstw znajdowano porozrzucane rachunki za prąd. Policja przyjęła, że sprawca wpuszczany był do domów, bo podawał się za inkasenta z elektrowni. W związku z tym prasa nazwała poszukiwanego mordercę ,Inkasentem”.

Zarzuty dokonania tych zabójstw przedstawiono Wojciechowi B., który od początku zaprzeczał, że jest ,Inkasentem”. Sąd oczyścił go z tych zarzutów.

Autor artykułu: woko

W Krakowie stanie pomnik psa Dżoka

Thursday, November 23rd, 2000

Radni zaakceptowali wczoraj umieszczenie na Bulwarach Wiślanych pomnika psa Dżoka, który przez rok czekał na rondzie Grunwaldzkim w Krakowie na swego zmarłego właściciela. Dżok stał się słynny nie tylko w Polsce – niewykluczone, że na odsłonięciu rzeźby, planowanym na wiosnę przyszłego roku, pojawi się Brigitte Bardot.

Wykonany z brązu odlew pomnika Dżoka jest już w trakcie realizacji. Będzie on stał na granitowym postumencie ofiarowanym Krakowskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami. Fundusze na zakup brązu zebrano na dwóch koncertach charytatywnych. Projekt i odlew nieodpłatnie wykona prof. Bronisław Chromy. Rzeźba przedstawia Dżoka naturalnej wielkości w proszącym geście – z podniesioną łapą. Jej uzupełnieniem będą ludzkie dłonie, otulające głowę psa.
- Najlepszym terminem odsłonięcia pomnika byłaby wiosna przyszłego roku. Chciałabym, by odbyło się, gdy będzie ciepło i słonecznie, nie zaś przy ponurej jesiennej aurze. Jeśli będzie to konieczne, ze względu na mijający termin ważności pozwoleń na budowę, prace przy posadowieniu postumentu, możemy rozpocząć już teraz – mówi Jadwiga Osuchowa, prezes KTOZ.

Wzruszająca historia Dżoka, który przez rok czekał na rondzie Grunwaldzkim w Krakowie na swego zmarłego właściciela stała się słynna nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Niewykluczone, że na odsłonięciu rzeźby pojawi się Brigitte Bardot, słynna aktorka i wielka miłośniczka zwierząt.

W trwające od trzech lat przygotowania do budowy pomnika Dżoka zaangażowali się artyści z całej Polski, którzy nieodpłatnie wystąpili na koncertach, m.in. Daniel Olbrychski, Jerzy Połomski, Emilia Krakowska, Ewa Kuklińska. Do KTOZ wpływały też pojedyncze datki krakowian, a urzędnicy wyjątkowo przychylnie i szybko przygotowali niezbędną dokumentację. Opowieść o losach Dżoka wielokrotnie przypominały media.

Autor artykułu: Nit

Szanse krakowskich pingpongistek rozpłynęły się we mgle

Wednesday, November 22nd, 2000

Nie wiedzie się krakowskim zespołom kobiecym w ekstraklasie tenisa stołowego. Zarówno grająca w swojej hali Bronowianka, jak i występująca na wyjeździe Wanda przegrały swe mecze.

BRONOWIANKA Kraków – AZS AE Wrocław 1:4. Punkty: Matus – Wang Jing 2,5, Frączak 1,5.

W pierwszym pojedynku Górowska nie sprostała Frączak, ulegając 1:2 – w I secie do 19, wygrywając drugą partię na przewagi do 21 i przegrywając do 15. Piłka nie miała najmniejszych szans z Wang Jing – w pierwszym secie zdobyła tylko 11, w drugim 13 punktów. Jedyną wygraną zanotowała Matus, wygrywając ze Staszak 2:1. Debel Górowska/Matus zdołał wygrać tylko jednego seta z parą Wang Jing/Frączak, a pojedynek zamknął mecz Górowskiej z Wang Jing zakończony wynikiem 0:2.

LUKS Stawiguda – WANDA Kraków 4:2. Punkty: Pietkiewicz 2,5, Gieryń 1,5 – Jarkowska, Szatko-Nowak.

Ewa Jarkowska z Lidzbarku Warmińskiego debiutowała w krakowskim zespole. Wygrała z Gieryń 2:1, a Szatko-Nowak uporała się z Rzeźnik 2:0 zaczęło się więc fantastycznie dla przyjezdnych. W III pojedynku Pietkiewicz pokonała Piotrowską 2:0. W deblu pechową porażkę 0:2 (do 16 i 19) poniosła Jarkowska i Szatko z Gieryń i Pietkiewicz. Następnie w bardzo emocjonującym pojedynku Gieryń wygrała 2:1 z Szatko-Nowak: 21:19, 11:21, 21:17. Ostatnia partia to wygrana Pietkiewicz z Jarkowską 2:0 i po 4-godzinnej walce marzenia krakowianek o punktach rozpłynęły się we mgle.

Autor artykułu: Żuk

Wiara w Unii Tarnów była zbyt mocnaÉ

Wednesday, November 22nd, 2000

Jarosław Dzięciołowski należał do najmocniejszych punktów Unii Tarnów. Jeden z nielicznych już piłkarzy pamiętających awans i pięć sezonów gry w II lidze, nadal występujący w Mościcach, ,łatał dziury” w defensywie.

- Rozpoczynał Pan jako obrońca kryjący, później były występy w roli wahadłowego pomocnika i pomocnika defensywnego. W tym sezonie przyszedł już czas na rolę stopera? – pytamy Jarosława Dzięciołowskiego.

- Jako stoper występowałem z konieczności. Nie mam sobie wiele do zarzucenia, ale nie jest to rola dla mnie. Ciągnie mnie do przodu, a na tej pozycji może się to okazać zgubne. Najlepiej czuję się jako pomocnik defensywny i mam nadzieję, że będę występował na stałe w środkowej formacji. Nie oznacza to wcale, że jestem zadowolony ze swoich występów.

- Sporo punktów traciliście w końcówkach. Gdyby nie ostatnie 10 minut, dorobek Unii plasowałby ją w ścisłej czołówceÉ

- Kilka razy istotnie zabrakło nam konsekwencji i koncentracji, za szybko dochodziliśmy do przekonania, że jest ,po meczu”. Nie wytrzymywaliśmy meczów kondycyjnie. Większość zespołu ,pływała” w ostatnich minutach. Powodów tego należy szukać w okresie przygotowawczym, w którym towarzyszyły nam spore nieporozumienia z kierownictwem klubu oraz nieobecność kilku zawodników.

- Sił i koncentarcji wystraczyło w konfrontacji z Hutnikiem, Cracovią, Wisłoką, Górnikiem, Siarką, Pogonią. Były to najlepsze mecze UniiÉ

- Nikogo nie lekceważyliśmy, ale zawsze tak jest, że zespoły mocne, z tradycyjami, wyzwalają dodatkowe siły. Z innym nastawieniem wychodzi się przeciwko Cracovii, niezależnie od jej aktualnej formy, a inaczej przeciwko Stali Sanok. Inaczej jesteśmy umotywowani grając w Dębicy, a inaczej w Biłgoraju. To tkwi w podświadomości. Z drugiej strony, brak maksymalnej koncentracji, wiara w doświadczenie, okazywały się zgubne, szczególnie w pojedynkach z beniaminkami.

- Unia staje się trzecioligowym przeciętniakiem. Czy to już stabilizacja, czy należy się spodziewać dalszego osuwania?

- Sądzę, że będzie lepiej. Może nie staniemy się głównym pretendentem do II ligi, ale na grę w czołówce nas stać.

Autor artykułu: dnie

Stop dla narkotyków

Monday, November 20th, 2000

- Nie przewiduję, by w najbliższych miesiącach więzienia zapełniły się narkomanami. Policja i sądy działają rozsądnie – mówił na sobotniej konferencji w magistracie inspektor policji Andrzej Kapko.

Spotkanie przedstawicieli samorządu, organizacji zajmujących się terapią narkomanów, policji, straży miejskiej przygotowało Stowarzyszenie ,KATON”, Centrum Pomocy Ofiarom Przestępstw i Patologii Społecznych.

Bajzle odchodzą do przeszłości, kompot to narkotyk dla ubogich. Większość jego amatorów z lat 80. już nie żyje. Narkotyków nie kupuje się teraz na ulicach, w bramach, lecz zamawia na telefon albo nabywa u bramkarza w dyskotece. Ze współczesną narkomanią nie kojarzy się bynajmniej strzykawka, wypełniona brunatną cieczą.

Ocenia się, że w Krakowie bierze narkotyki 3,5 do 5 tys. osób, przy czym około 1,5 tys. używa tzw. narkotyków twardych. Reszta popala skuna, który jednak niewiele ma wspólnego z miękką marihuaną. Stanowi jej zmutowaną, wzmocnioną genetycznie odmianę.

Uczestnicy konferencji w magistracie wielokrotnie podkreślali, że wiedza o narkotykach zarówno wśród rodziców, stróżów prawa, jak i osób używających narkotyki jest niepokojąco mała. Skutkuje to zbyt późnym odkryciem, że syn, córka ,bierze”. Natomiast osoby przekonane, że narkotyki mają pod kontrolą, a ,maryśka” nie uzależnia, w pewnym momencie stwierdzają, że jej popularna odmiana czyli skun, prowadzi do szybkiego uzależnienia się.

- Nie przewiduję, by w najbliższych miesiącach więzienia zapełniły się narkomanami. Policja i sądy działają rozsądnie. Znamy to środowisko. Wiemy, kto bierze okazjonalnie, a kto jest wyjątkowo pazernym dilerem – dodał Andrzej Kapko. – Podejrzewam, że na postrach będą orzekane kary w zawieszeniu lub na przykład przymusowe prace przy porządkowaniu Plant. Natomiast nowelizacja ułatwi walkę.

Według policji, mali dilerzy, rozprowadzający narkotyki w szkołach, dwa razy się teraz zastanowią, zanim podejmą decyzję o ekstra zarobku, gdyż za dużo będą mieli do stracenia. Wbrew pozorom – nieletni nie unikną kary.

Uczestnicy konferencji byli zgodni, co do jednego: by walka z narkotykami okazała się skuteczna, konieczne jest współdziałanie samorządu, stróżów prawa i instytucji, specjalizujących się w leczeniu narkomanów. Na razie różnie się ono układa.

Autor artykułu: Nit