Archive for June, 2000

Ekspert Mosadu w Nowym Sączu

Monday, June 19th, 2000

- Gdy pytają mnie, czy moje szkolenie ma sens i czy w Polsce nie ma w jednostkach antyterrorystycznych ekspertów walki w każdych warunkach, sam stawiam pytanie czy można schwycić w rękę lufę pistoletu, z którego napastnik oddaje do nas strzał, by powstrzymać lot kuli – mówi Eylia Janilov. – Każdy odpowiada, że to niemożliwe zaś ja przekonuję, że jest to możliwe, łatwe i skuteczne, tylko trzeba o tym wiedzieć.

Eylia Janilov ma 42 lata i jest superekspertem izraelskich sił specjalnych w zakresie walki w ekstremalnych warunkach, mającym autorytet w całym świecie oraz dosłownie w całym świecie prowadzącym szkolenia grup szturmowych jednostek specjalnych. Jest także prezydentem KRAV MAGA Federation.

- KRAV MAGA to specjalny sytem szkolenia i umiejętności w walce sprowadzający się do zasady, by nie dać się zabić, a przeciwnika zabić gdy jest to konieczne, a nie zrobić mu krzywdy, gdy nie jest to bezwzględnie konieczne – wyjaśnia Eylia Janilov. – Te zasady walki zaczął opracowywać i bez przerwy doskonalił i uaktualniał zmarły przed dwoma laty znakomity oficer, który urodził się w Budapeszcie, służył w armii brytyjskiej, zaś po powstaniu państwa izraelskiego wybrał je na swoją ojczyznę. Sam jestem jego uczniem i mam do tej metody pełne zaufanie. Te umiejętności ocaliły mi życie nie raz zarówno w akcji jak i przypadkowych napadach terrorystycznych, które zdarzają się przecież w Izraelu. W myśl zasad KRAV MAGA można poradzić sobie samotnie przeciw grupie, a także przeciw napastnikom z nożem, pistoletem, bronią maszynową czy siekierą. To kolejne stopnie, których uczę tak chłopców z FBI w USA jak też szturmowców z Nowej Gwinei czy Południowej Afryki. Miło mi, że mogę prowadzić zajęcia w Karpackim Oddziale Straży Granicznej w Polsce. Już wiem, że funkcjonariusze z Nowego Sącza strzegą granic w terenie górskim, jakich mamy sporo w Izraelu. To miejsca bardzo trudne i umiejętności funkcjonariuszy muszą być tam olbrzymie.

- W kilkudniowych zajęciach jakie w w Nowym Sączu prowadzi Eylia Janilov uczestniczą też najlepsi oficerowie innych jednostek wykorzystujących system szkolenia i walki KRAV MAGA – informuje Tomasz Adamczyk, prezydent KRAV MAGA w Polsce. – Gość przyjechał na krótko i tylko do Nowego Sącza, a u nas mają KRAV MAGA w programie choćby pułk komandosów z Lublińca czy jednostki specjalne marynarki lub UOP. Metoda podnosi waleczność, daje też umiejętności negocjowania, a co jest bardzo ważne nie przekształca funkcjonariusza czy żołnierza w maszynkę do zabijania.

Autor artykułu: Stanisław Śmierciak

ŚwiÍty Jacek z pierogami

Monday, June 19th, 2000

W ogrodach Dworu Lowczego w Krakowie odbyła siÍ w sobotÍ wielka feta z okazji 80. urodzin załoNyciela Wydawnictwa Znak, redaktora Tygodnika Powszechnego, wykładowcy KUL-u, członka Papieskiej Rady Kultury i historyka sztuki – prof. Jacka Woľniakowskiego. Dostojny Solenizant łamiIc jubileuszowe konwenanse wystIpił w roli szansonisty. Wraz z nim dwiÍtowało grono jego najbliNszych i przyjaciůł, m.in. Czesław Miłosz i Zbigniew BrzeziŮski.

O jubileuszu Jacka
dowiedziałam siÍ znienacka
toteN tylko po omacku
dciaskam CiÍ serdecznie Jacku
podpis: wielbicielka Jacka
miejsce: wioska podkarpacka

- takie Nyczenia odebrał Jubilat od Wisławy Szymborskiej. Był teN limeryk wygłoszony osobidcie przez profesora Henryka Markiewicza, Jacka Balucha, przesłane z Ameryki okolicznodciowe ,Donosy na konia” Stanisława BaraŮczaka oraz list od Normana Daviesa z Oxfordu, odczytany publicznodci przez NonÍ autora ,Europy” .

Wdrůd prezentůw znalazły siÍ złota rybka, chodzIca dwinka, tort w kształcie Dworu Lowczego i ulubiony przysmak profesora – pierogi z miÍsem.

7 rysownikůw mimo wiatru i przelotnego deszczu zmagało siÍ ze sztalugami nad wizerunkiem Jubilata (m.in. Stanisław RodziŮski i Irena Popiołek, Krystyna Zachwatowicz i Jacek Fedorowicz).

- JeNeli przez tych 40 z okładem lat czegod siÍ Znakowi udało dokonaś, to była to wyłIcznie zespołowa robota i wzajemne inspiracje, a nie moje zasługi – můwił Jacek Woľniakowski. – Moja koncepcja urodzin jest taka, Ne urodziny 80. powinno siÍ obchodziś w wieku lat 40, najwyNej piÍśdziesiÍciu – dodał. Po czym, zgodnie z oczekiwaniami organizatorůw, zaprezentował siÍ w zapamiÍtanym sprzed wielu lat repertuarze piosenkarskim.

Na zdj.: Dostojny Jubilat prof. Jacek Majchrowski

Autor artykułu: Maria Ziemianin

Przełom w gustach kolekcjonerów

Monday, June 19th, 2000

Za 25 tys. zł sprzedano w Krakowie podczas sobotniej aukcji obraz Adama Marczyńskiego ,Kwiaty w przestrzeni” (cena wywoławcza 16 tys. zł). Najbardziej zacięta licytacja toczyła się o olej Jadwigi Maziarskiej ,Kompozycja”. Wyceniony na 6 tys. ,poszedł” za 11 tys. Nikt nie chciał płócien Jacka Malczewskiego, Jerzego Kossaka, Vlastimila Hoffmana.

11. już aukcja powstałego w 1997 r. Polskiego Domu Aukcyjnego Sztuka, odbyła się w zabytkowych pomieszczeniach nowo odrestaurowanego Pałacu Larischa. Na sprzedaż wystawiono 76 dzieł. Jako pierwsze licytowano płótna malarzy z przełomu wieków. Nabywców nie znalazły prace m.in. takich znanych twórców jak Jacek Malczewski, Jerzy Kossak, Vlastimil Hofman, Kazimierz Sichulski.

- Mamy do czynienia z wyraźnym przełomem w gustach. Taką tendencję obserwujemy od pewnego czasu nie tylko w Polsce. Prace twórców do niedawna najbardziej poszukiwanych sprzedają się dziś w 30 procentach. Powodzeniem cieszy się oferta współczesna – mówi Marek Partyka, jeden z założycieli (obok dra Józefa Grabskiego, Jerzego Kozłowskiego i Krzysztofa Kubicy) Polskiego Domu Aukcyjnego Sztuka.

Dobrze ,szły” obrazy członków Grupy Krakowskiej, prace Jerzego Nowosielskiego, czy Jerzego Skarżyńskiego.

- Wniosek jest prosty. Trzeba handlować sztuką współczesną. Klientela krakowska jest wyrobiona. A i dla twórców żyjących taki stan rzeczy jest nie bez znaczenia – mówi Marek Partyka.

Na zdj. ,Kompozycja” Jadwigi Maziarskiej

Autor artykułu: mar

Zmiany dokonane

Thursday, June 15th, 2000

Wczoraj odbyło się walne zgromadzenie Akcjonariuszy Sportowej Spółki Akcyjnej Wisła Kraków. Najważniejsza część tego spotkania dotyczyła zmian we władzach klubu. Jego nowym prezesem został dotychczasowy dyrektor, Bogdan Basałaj.

- Dziś mogę tylko potwierdzić, że zostałem powołany na stanowisko prezesa Wisła SSA – mówi Bogdan Basałaj. – O innych sprawach porozmawiamy w trakcie czwartkowej konferencji, którą zwołaliśmy na godz.13.

Basałaj zajął miejsce Stanisława Ziętka, który złożył rezygnację z zajmowanej funkcji. Ziętek przechodzi do Rady Nadzorczej Wisła SSA, mało więc prawdopodobne jest, by spełniły się marzenia jednego z krakowskich klubów, że zainwestuje on w ich sportową działalność. Wiceprezesem w miejsce Zbigniewa Koźmińskiego został Zdzisław Kapka, dotychczasowy menedżer drużyny wicemistrzów Polski. Koźmiński zostaje w klubie jako doradca SSA do spraw piłki nożnej. Do zarządu Wisła SSA dokooptowano Marka Gorączko, który w krótkiej historii Spółki sprawował w niej już urząd dyrektora.

Podczas dzisiejszej konferencji oficjalnie zostanie ogłoszona decyzja o przejęciu opieki nad pierwszym zespołem przez Oresta Lenczyka, jego asystentem będzie Waldemar Fornalik. Dotychczasowy trener, Adam Nawałka, przyjął ofertę pracy jako koordynator młodzieży, będzie jednocześnie uczestniczył w stażach zagranicznych w czołowych klubach europejskich. Dwa takie staże zostały już konkretnie potwierdzone, w Arsenalu Londyn i AS Roma. Do pracy z młodzieżą wraca również Andrzej Iwan.

Sprawy transferowe być moża uda się załatwić w ciągu najbliższych dni, tak by po urlopach zwodników kończących się w przyszłym tygodniu mógł się w Krakowie pojawić Mirosław Szymkowiak. Wisła i Widzew ponoć doszły już do porozumienia, teraz trwają negocjacje w sprawie indywidualnego kontraktu piłkarza.

Autor artykułu: JK

Optymizm kontrolowany

Thursday, June 15th, 2000

Spotkanie władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego z dziennikarzami akredytowanymi na igrzyska w Sydney było okazją do porozmawiania z prezesem PKOl., Stanisławem Stefanem Paszczykiem, o aktualnym stanie przygotowań naszych reprezentantów do tej najważniejszej imprezy sportowej. Igrzyska rozpoczynają się za 92 dni, gorączka przedstartowa rośnie…

- Ten przedstartowy stan gorączkowy dosięga nie tylko samych sportowców, ale również i wszystkich tych, którzy są odpowiedzialni za cały program przygotowań olimpijskich – mówi Stanisław Stefan Paszczyk. – Jako prezes PKOl. jestem optymistą, ale muszę kontrolować ten swój optymizm, żeby ktoś mnie opacznie nie zrozumiał, iż obiecuję medalowe rekordy. Z naszej strony zrobiliśmy wszystko na co było nas stać, by zapewnić ekipom sportowym jak najlepsze warunki przygotowań do zdobycia olimpijskich kwalifikacji. Oceniając dziś te dotychczasowe dokonania naszych reprezentantów mogę mieć do siebie tylko pretensje, że bardziej nie ingerowaliśmy w sprawy dotyczące gier zespołowych. Bo niewiele zabrakło, by awans olimpijski uzyskały zespoły siatkarek i siatkarzy, piłkarek ręcznych, a głupota młodych ludzi odebrała szansę startu olimpijskiego naszym piłkarzom.

- Pan prezes mówi, że zrobiliście wszystko, by sportowcy mieli idealne warunki do zdobywania olimpijskich kwalifikacji, tymczasem raz po raz słychać było, że zawodnicy na własną rękę szukają sponsorów, którzy mogli by im pomóc w finansowaniu przygotowań.

- To jest wierutna bzdura, proszę nie wierzyć, że komukolwiek zabrakło pieniędzy na realizację przedolimpijskich cyklów treningowych. Pieniądze były na zgrupowania, na starty, nie zabrakło ich na stypendia. Część sportowców zdobywała sobie indywidualnych sponsorów, ale to z myślą tylko o własnych dochodach. W przypadku tych najlepszych jest to naiwność, bo skoro jadą do Sydney po sukces, to kontrakty podpisywane dziś są dla nich stratą, a nie zyskiem. Tak zwane sprzedanie twarzy przez medalistę olimpijskiego przynosi mu majątek, kandydat na tego medalistę dostaję zaledwie grosze. Oczywiście mam świadomość, że na przykład Niemcy na przygotowania w wielu dyscyplinach wydają nawet i kilkunastokrotnie więcej pieniędzy niż my. Ale trzeba sobie zdawać sprawę z realiów, Polska daje swoim olimpijczykom tyle na ile ją stać. I tak patrząc na sprawę daje rzeczywiście wiele.

- W zamian wymaga medali, zapewne nie mniej niż było ich w Atlancie.

- Nasz wynik z Atlanty uznajemy za wyjątkowy, szczególnie z racji tych 7 złotych medali, w sumie było ich aż 17. Gdyby udało się nam w Sydney zmieścić w podobnej liczbie krążków, to byłbym bardzo zadowolony. Ale nie zapominajmy, że konkurencja rośnie z dnia na dzień. Poza tym medal jeden więcej, jeden mniej, to często sprawa zbiegu okoliczności, które mogą działać na naszą korzyść, ale i nie muszą. Przeglądając kalendarz startów olimpijskich z Sydney już widać, że nie ma szans na to, by początek igrzysk był równie udany jak w Atlancie. Tak się składa, że nasi faworyci podejmą rywalizację w drugim tygodniu trwania imprezy. Trzeba więc być cierpliwym, wierzę że ta cierpliwość zostanie nagrodzona.

***

I na koniec jeszcze przegląd aktualnego stanu kwalifikacji olimpijskich, pod kątem startów w Sydney sportowców wywodzących się z naszego regionu. Do tej pory kwalifikacje uzyskało 174 sportowców, maksymalnie ta liczba może wzrosnąć do 190. Ostateczny skład reprezentacji Polski zostanie zatwierdzony 8 sierpnia. W kajakarstwie górskim kwalifikacje uzyskali zawodnicy z Nowego Sącza i Krakowa, a to Beata Grzesik, Krzysztof Bieryt, Sławomir Mordarski i Andrzej Wójs. W drużynie koszykarskiej na razie jest miejsce dla wiślaczek Patrycji Czepiec, Ilony Mądrej, Krystyny Szymańskiej-Lary (o ile wyleczy kontuzje), walczy o olimpijski start również Anna Wielebnowska. W lekkoatletyce w kadrze jest miejsce dla trójki krakowian Robert Korzeniowski (Wawel) oraz Marcin Urbaś i Marcin Nowak (AZS AWF Kraków). W strzelectwie kwalifikację uzyskał Jerzy Pietrzak z Wisły. W kadrze jest również bokser, wychowanek Igloopolu Dębica, Andrzej Rżany, który obecnie występuje w barwach Gwardii Wrocław oraz pływaczka Otylia Jędrzejczak, uczennica SMS Kraków. Kto ma jeszcze szansę na olimpijską kwalifikację? Największą łuczniczka Dąbrovii Agata Bulwa i kolarz Piotr Przydział z Dębicy (wychowanek ICC Straszęcin, startujący obecnie w zawodowej grupie MAT). Ponadto kajakarz górski Leszek Bieryt, tylko w razie kontuzji któregoś z zapaśników dębiczanie Krzysztof Szczepanik i Andrzej Tomaszewski.

Autor artykułu: Janusz KOZIOŁ

Przychodzi wielbłąd doÉ

Thursday, June 15th, 2000

Wczoraj w krakowskiej kawiarni Graffiti Jerzy Stuhr opowiadał o swym najnowszym filmie ,Duże zwierzę”, zrealizowanym według scenariusza Krzysztofa Kieślowskiego. Przy okazji prezentowano wydany przez ZNAK album z planu filmowego, w którym pełne klimatu zdjęcia Krzysztofa Wellmana opatrzone są wstępem i komentarzem reżysera.

- Tolerancja, to temat, na który czekałem. Temat, który od dawna chodził mi po głowie. Nie umiałem jednak znaleźć dla niego odpowiedniej formy. I nagle wpada mi w ręce scenariusz, który pozwala opowiedzieć o tym w konwencji baśni – mówił Jerzy Stuhr o nadesłanym mu dwa lata temu przez Janusza Morgensterna młodzieńczym scenariuszu Krzysztofa Kieślowskiego, odnalezionym już po śmierci wybitnego reżysera.

Scenariusz, według którego nakręcony miał być pierwszy fabularny film Kieślowskiego, powstał w 1974 r. Opowiada historię pana Sawickiego, człowieka, do którego pewnego dnia przychodziÉ wielbłąd.

- We współczesnym świecie problem nietolerancji nie tylko nadal istnieje, ale pogłębia się. Nie interesuje mnie ostatnia faza, kiedy dochodzi do takich scen jak budowa muru odgradzającego Cyganów, czy wyjście na ulicę z kijami, ale moment, kiedy to się w człowieku rodzi.

Główne role w nakręconym w Tymbarku filmie grają Anna Dymna i Jerzy Stuhr. Najtrudniejsze było znalezienie odpowiedniego wielbłąda, którego wyłoniono drogą castingu. Podczas jego pobytu na planie nie obyło się bez zabawnych przygód. – To trudne pod względem aktorskim zwierzę. Wolne i niezależne, narzucające swój rytm – mówił reżyser.

Obraz, zgodnie z koncepcją Stuhra jest czarno-biały, co podrożyło koszty produkcji. Autorem muzyki jest młody kompozytor Abel Korzeniowski. Premiera światowa odbędzie się 5 lipca na konkursie w Karlowych Varach. W sierpniu będzie prezentowany na festiwalu w Kazimierzu. Fot. Maria ZIEMIANIN

Autor artykułu: Maria ZIEMIANIN

Jesteśmy mocni

Tuesday, June 13th, 2000

Piłkarze Hutnika Kraków pokazali, że mają charakter. Wielu spisywało ich już na straty, ale dzięki wyjazdowemu zwycięstwu nad Radomskiem krakowianie znacznie powiększyli swoje szanse na utrzymanie w II lidze.

W ostatnim meczu przyszło Hutnikowi toczyć walkę nie tylko z gospodarzami, ale również w ogromnym upałem jaki panował w Radomsku. Ciężko było wytrztymać na ławce rezerowych, a co dopiero biegać po boisku. Hutnik zagrał jednak z wielkim zębem. – Mecz dobrze nam się ułożył – mówi Krzysztof Szewczyk. – Na pewno szybko strzelona bramka sprawiła, że uwierzyliśmy w siebie. Byliśmy bardzo zdeterminowani. Może właśnie dzięki temu odnieśliśmy to zwycięstwo, bo gospodarze, którzy już o nic nie grali tej determinacji w swojej grze nie prezentowali.

Piłkarzy Hutnika obserowali ich kibice, którzy licznie wybrali się do Radomska, by dopingować swoich pupili. Na mecz przyjechali jednak również inni ,kibice”, liczący na potknięcie krakowian. Nie po raz pierwszy w tym sezonie spotkanie podpopiecznych Jerzego Kowalika, obserwowali przedstawiciele z Tarnobrzegu, Zamościa, Gdańska i Myszkowa. Tym razem Hutnik wygrał i ci panowie, którzy tak ,wiernie” za Hutnikiem jeżdżą po całej Polsce zadowoleni Radomska nie opuszczali.

Hutnik wygrał i jest bliższy utrzymania, ale walka jeszcze się nie skończyła. – Teraz już nie kalkulujemy – kontynuuje Krzysztof Szewczyk. – Okazuje się, że w innych meczach nie padają rezultaty jakich byśmy oczekiwali, dlatego musimy liczyć tylko na siebie. Mam nadzieję, że ostatni mecz sezonu z Lechią Gdańsk będzie jednak decydował o tym kto się utrzyma w II lidze. Powiem jedno, po zwycięstwie w Radomsku dostaliśmy dużego ,kopa” do przodu. Teraz nie wyobrażam już sobie, żeby Hutnik mógł spaść z II ligi. Jesteśmy na to za mocni!

Autor artykułu: BK

Czwarta w kraju rzeźba Światowida

Tuesday, June 13th, 2000

Zdobysław Parczyński, mieszkaniec Nawojowej jest prawdziwym gejzerem pomysłów. Ostatnim jego pomysłem jest postawienie przed domem wysokiej na ponad cztery metry kolumny Światowida.

Będzie on stał na wzgórzu, w takim miejscu by był dobrze widoczny z większych odległości. Posąg jest wykonany z potężnego pnia lipowego. Parczyński wypaczył takie drzewo przed laty w Gródku nad Dunajcem i przetransportował do Nawojowej.

- W Polsce są tylko trzy Światowidy – mówi pomysłodawca projektu. – w Krakowie pod Wawelem, w Biskupinie i skromny posąg na Jaworzynie Krynickiej postawiony przez członków Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mój Światowid zatem będzie czwarty w kraju.

Autora rzeźby zastaliśmy akurat przy końcowych pracach.

Jak nam powiedział uroczyste postawienie figury nastąpi w najkrótszą noc w roku z 24 na 25 czerwca w Jana i Łucji – tradycyjną u słowian Noc Kupały. Przed wiekami igrce i zabawy z nią zwązane trwały nawet cztery dni. W Nawojowej będzie to tylko nocne spotkanie i święto Światowida. Fot. Jerzy WIDEŁ

Autor artykułu: YES

Ósmoklasista w procentach

Tuesday, June 13th, 2000

Dziś uczniowie, opuszczający mury podstawówek, przekonają się, na ile realne stały się ich wcześniejsze wybory szkół średnich. Statystycznie, do liceów trafi 80 proc. absolwentów. Ci, którzy na 100 możliwych punktów uzyskają mniej niż połowę, od września rozpoczną naukę w szkołach zawodowych. Zastrzeżenia do wyników badań kompetencyjnych (źle podliczone punkty) można składać do 16 czerwca.

Poziom tegorocznych wyników badań kompetencyjnych jest porównywalny z ubiegłorocznym. Egzamin z języka polskiego, w którym wiedza i umiejętności uczniów oceniane były w pięciu kategoriach, wypadł prawie tak samo jak w 1999 roku. Zdecydowanie lepiej radzili sobie uczniowie z czytaniem i rozumieniem tekstu publicystycznego (73 proc. odpowiedzi było poprawnych; w ubiegłym tylko 55), a także z redagowaniem wypowiedzi o charakterze użytkowym (w tym roku 61 proc. poprawnych odpowiedzi, poprzednio 52 proc.), znacznie gorzej poszło im jednak z funkcjonalnym stosowaniem wiedzy o języku. Czytanie ze zrozumieniem tekstu i redagowanie wypowiedzi o charakterze literackim sprawiło tyle samo problemów uczniom ubiegłorocznym, jak i tegorocznym. Statystyczny ósmoklasista na 40 możliwych punktów zdobył w 2000 roku 21,6 punktów (rok temu jeden punkt mniej).

- Znacznie lepiej poradzili sobie absolwenci z matematyką. Tu, na 40 możliwych punktów, uczniowie zdobyli 24,8, w ubiegłym roku 23,6 – podaje Józef Winiarski, dyrektor Wydziału Szkolnictwa Podstawowego, Gimnazjalnego i Przedszkolnego.

Do 16 czerwca ósmoklasiści mogą się odwoływać od przedstawionej im dziś punktacji. 19 czerwca osoby, które ze względu na ilość punktów nie zakwalifikują się do wybranej placówki, będą przenosić papiery do innych szkół.

- Uczniowie, którzy nie uzyskali wymaganych 50 punktów, a złożyli papiery do liceum, będą je przenosili do szkół zawodowych i odwrotnie – mówi Józef Winiarski. – Zmiany te dotyczą także szkół takiego samego typu i potrwają do 23 czerwca, kiedy rekrutacja zostanie definitywnie zamknięta. Fot. Katarzyna KACHEL

Autor artykułu: kach

Rowerem do Ojca Świętego

Saturday, June 10th, 2000

Ktoś powiedział franciszkaninowi ojcu Bogusławowi Dąbrowskiemu, że taki ksiądz, co to się ugania z młodzieżą po górach i jeziorach, to jest zwykły kombinator, bo mu się w kruchcie nie chce siedzieć. – Coś w tym może i jestÉ – uśmiecha się ojciec Bogusław i opowiada o swojej kolejnej wyprawie. Tym razem będzie to rowerowa pielgrzymka do Rzymu i Asyżu.

Trzeba zrobić dziennie średnio 150 kilometrów, ale będą i trasy długie na ponad 200 km.
- Za to przez jakie okolice! – mówi ojciec Bogusław – Cała południowa Małopolska: Dobczyce, Mszana, Lubomierz, Kamienna, Krościenko. Potem Słowacja, Austria, dzień odpoczynku nad morzem koło Wenecji i Asyż. A z Asyżu wyjazd autokarem do Rzymu na audiencję generalną u papieża. To oficjalnie. A nieoficjalnie liczymy na spotkanie bliższe niż audiencja generalna.

Wyprawa rozpocznie się 1 sierpnia w Krakowie mszą w bazylice franciszkanów i błogosławieństwem kardynała Franciszka Macharskiego, który objął nad nią honorowy patronat. Wcześniej, 23-25 czerwca, we franciszkańskim klasztorze w Chęcinach odbędzie się spotkanie kwalifikacyjne kandydatów. Cała sobota 24 czerwca zarezerwowana jest na jazdę na rowerze.

- Musimy starannie dobrać ochotników – tłumaczy ojciec Bogusław. – Tak, by wytrzymali 2 tys. kilometrów do przejechania. A wybierać będzie z czego – nasz plan zakłada grupę 30-osobową, tymczasem zgłosiło się już 100 kandydatów. Oczywiście nie pozostaniemy tylko przy rowerach. Będzie nam towarzyszył autobus z wymontowaną połową siedzeń, którym pojedzie prowiant, bagaże i rowery w drodze powrotnej. Bo wracamy z Rzymu autokarem. Myślę, że po dwutygodniowej wyprawie wszyscy będą już zmęczeni. Chciałbym też zaznaczyć, że nasza wyprawa ma charakter religiny – codziennie będzie msza św., wspólna modlitwa. Palenie i alkohol są wykluczone. O zdrowie pielgrzymów zadba lekarz.

Organizatorom zależy na tanich kosztach wyprawy. Na razie przewidywana opłata wynosi ok. 600 zł. Franciszkanie szukają jednak sponsorów, na przykład kogoś, kto kupiłby zupy w proszku, żywność, wodę mineralną. Pozwoliłoby to obniżyć koszt pielgrzymki. Jest to istotne, bo prawdopodobnie wezmą w niej udział głównie młodzi ludzie.

Z organizatorami można się skontaktować pod adresami, w Chęcinach: o. Bogusław Dąbrowski, ul Franciszkańska 10,26-060 Chęciny, tel. 041-315-10-69, e-mail: fran@kielce. opoka. org. pl
i w Krakowie: o. Marian Zygmunt, ul. Żółkiewskiego 14,31-539 Kraków, tel. 012 421-79-38, e-mail: sekretkrak@ofm. conv. opoka. org. pl

Autor artykułu: MP